Mimo że temat jawności płac powraca jak bumerang, polski rynek pracy wciąż zdaje się tkwić w półmroku. Według danych Grant Thornton jedynie 21 procent ofert pracy zawiera informację o wynagrodzeniu. Kandydaci są znużeni, pracodawcy – ostrożni, a pomiędzy nimi trwa niekończąca się gra pozorów.
Strach przed lawiną podwyżek
Firmy rzadko decydują się na publikację widełek, bo ujawnienie realnych stawek mogłoby uruchomić lawinę wewnętrznych żądań płacowych. W wielu organizacjach nie istnieją formalne siatki wynagrodzeń, a różnice między zarobkami poszczególnych pracowników bywają znaczące. Jak tłumaczy Karol Kapuściński z No Fluff Jobs, ujawnienie kwot w ogłoszeniach bywa odbierane jak prowokacja — twardy dowód na to, że nowi zatrudnieni zarabiają więcej niż ci, którzy budowali firmę od lat. Transparentność, choć brzmi szlachetnie, mogłaby więc obnażyć wewnętrzny chaos płacowy. A to, w oczach wielu menedżerów, zbyt duże ryzyko.
Gdzie kończy się zaufanie, a zaczyna frustracja
Brak informacji o wynagrodzeniu sprawia, że proces rekrutacyjny zamienia się w emocjonalną grę w ciuciubabkę. Kandydaci przechodzą kolejne etapy, inwestując czas i nadzieję, by na końcu usłyszeć ofertę finansową, która nijak się ma do ich oczekiwań. Tracą obie strony — kandydat czuje się oszukany, rekruter wraca do punktu wyjścia. Jednocześnie wciąż pokutuje mit „roszczeniowych” pracowników, których pytanie o pieniądze rzekomo zdradza brak lojalności. Tymczasem — jak podkreśla Kapuściński — wszyscy pracujemy dla pieniędzy, bo rachunki i zobowiązania nie znikają od samej satysfakcji zawodowej. Mówienie o wynagrodzeniu wprost to nie przejaw zachłanności, lecz dojrzałości.
Transparentność jako miara dojrzałości rynku
Branża IT pokazała, że otwartość wcale nie musi być zagrożeniem. Około połowa firm technologicznych ujawnia widełki płacowe, co znacząco skraca proces rekrutacji i przyciąga bardziej świadomych kandydatów. Sekret tkwi w proporcjach — najlepiej działają wąskie widełki, które jasno określają wartość stanowiska. Zbyt szerokie przedziały rozmywają sens całego zabiegu. Transparentność staje się tu nie tylko strategią komunikacyjną, ale także wyrazem szacunku wobec drugiego człowieka. Bo rekrutacja to w gruncie rzeczy rozmowa o zaufaniu — a bez jawnych zasad żadna rozmowa nie jest uczciwa.
Źródło: businessinsider.com.pl