poradnik dla pracownika

1200 razy dziennie zmieniamy aplikację. Ile czasu tracimy przez cyfrowy chaos w pracy?

Otwierasz maila, bo miał tam być załącznik. Nie ma. Może ktoś wysłał go na Teamsie? W międzyczasie miga powiadomienie, więc odpowiadasz. Potem wracasz do dokumentu, ale właściwie po co on jest otwarty? Ach tak, plik. Ten, którego nadal nie masz. Po kilku minutach okazuje się, że leży na dysku współdzielonym pod nazwą „wersja_ostateczna_poprawiona2”.

Na biurku może być idealny porządek (w zgodzie z ideą clean desk), kubek z kawą może stać równo obok laptopa, a mimo to człowiek od rana przedziera się przez cyfrowy bałagan. I nie jest to tylko wrażenie.

Badacze, których analizę opublikował „Harvard Business Review”, obserwowali 137 pracowników z 20 zespołów w trzech dużych firmach. Okazało się, że badani przełączali się między aplikacjami i stronami internetowymi około 1200 razy dziennie. Samo ponowne odnajdywanie się po tych przeskokach pochłaniało prawie cztery godziny tygodniowo, czyli około 9 proc. czasu pracy.

Cztery godziny. Pół dnia pracy. Nie na przygotowanie prezentacji, rozmowę z klientem czy analizę danych. Na przypominanie sobie, gdzie właściwie byliśmy przed chwilą.

Jeszcze jedna aplikacja na pewno wszystko naprawi

Sama liczba aplikacji nie jest jeszcze problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy rano otwieramy pięć okien i już po godzinie nie pamiętamy, w którym z nich jest ta właściwa wersja dokumentu.

Notatka ze spotkania jest gdzieś w telefonie. Zadanie zapisaliśmy sobie w komunikatorze. Termin w kalendarzu. Poprawki przyszły mailem. A kolega ma jeszcze „swoją” kopię arkusza na pulpicie. Wtedy coraz większą część dnia zajmuje nie sama praca, lecz obsługiwanie pracy.

Asana nazywa to „work about work”, czyli pracą wokół pracy. To szukanie informacji, ustalanie statusów, koordynowanie działań, odpowiadanie na wiadomości czy przełączanie się pomiędzy narzędziami. Według raportu State of Work Innovation takie czynności pochłaniają 53% czasu pracowników. Aż 75% badanych mówi też o cyfrowym wyczerpaniu.

Jeszcze bardziej obrazowe są dane Microsoftu z 2025 roku. W godzinach pracy średnio co dwie minuty coś próbuje ukraść nam uwagę: mail, wiadomość albo kolejne spotkanie. Nic dziwnego, że 48% badanych opisuje swój dzień pracy jako chaotyczny i pełen ciągłych przeskoków.

Trudno się temu dziwić. Koncentracja źle znosi życie w trybie: mail – dokument –  wiadomość – arkusz – powiadomienie – znowu mail.

Więc zanim zapytamy: jak pracować szybciej, to może warto zapytać najpierw: czy naprawdę potrzebujemy aż tylu miejsc, do których musimy zaglądać?

Może rozwiązanie już masz

To dość charakterystyczny odruch: brakuje nam porządku w zadaniach, to instalujemy aplikację do zadań. Potrzebujemy notatek? Kolejna aplikacja. Współpraca nad projektem szwankuje? Szukamy następnej apki. Po chwili próbujemy odnaleźć się w cyfrowym chaosie… dokładając do niego jeszcze jedną ikonę.

Dlatego warto najpierw przyjrzeć się narzędziom, które już są częścią środowiska, w którym pracujemy. I tak np. Microsoft 365 kojarzy się przede wszystkim z Wordem, Excelem czy Outlookiem, ale w zależności od wybranego planu może obejmować również m.in. OneDrive, OneNote oraz dodatkowe rozwiązania do organizowania pracy i współpracy zespołowej.

I to właśnie ta współpraca pomiędzy narzędziami jest ważniejsza niż długość listy aplikacji. Bo nie chodzi o to, żeby mieć ich więcej. Chodzi o to, żeby rzadziej zastanawiać się: „gdzie ja to zapisałam czy zapisałem”.

Szukajcie, a znajdziecie. Final_ostateczny_v3

„Final”, „final2”, „final_poprawiony”, a potem jeszcze nieśmiertelne „final_ostateczny”…

Jeśli dokument krąży między kilkoma osobami jako kolejne załączniki, niebezpiecznie szybko przestajemy mieć pewność, kto właściwie pracuje na aktualnej wersji.

Tu przydaje się OneDrive i współdzielenie plików. Dokument może być zapisany w chmurze i edytowany przez uprawnione osoby bez produkowania kolejnych kopii. Zamiast wysyłać plik po raz piąty, udostępniamy jedno miejsce, w którym żyje jego aktualna wersja.

Proste? Tak. A jednak każdy, kto choć raz nanosił poprawki do nie tego załącznika, wie, ile nerwów potrafi kosztować brak takiego prostego porządku.

Notatka była tutaj. Chyba…

Karteczka przy monitorze. Zdjęcie kartki w telefonie. Kilka zdań w roboczym mailu do samego siebie. Coś jeszcze zapisane w dokumencie pod nazwą „różne”. Umówmy się: to nie jest system notatek. To ewentualnie inspiracja do memów.

OneNote może działać jak jeden cyfrowy notes: można podzielić informacje na notesy, sekcje i strony, a zawartość synchronizować między urządzeniami. Przydaje się zarówno do notatek ze spotkań, jak i zbierania pomysłów, materiałów czy informacji dotyczących konkretnego projektu.

Największa korzyść nie polega nawet na liczbie funkcji. Polega na tym, że w pewnym momencie przestajemy zadawać sobie pytanie, gdzie zanotowaliśmy tę ważną informację.

Jeśli skrzynka mailowa zaczyna udawać listę zadań

Niektórzy mają “bardzo skuteczny” system zarządzania zadaniami: nieprzeczytane maile. Działa mniej więcej do momentu, w którym wiadomości jest 47, trzy są naprawdę pilne, pięć czeka od zeszłego tygodnia, a jedna została oznaczona gwiazdką tak dawno temu, że już nie pamiętamy dlaczego.

Outlook łączy pocztę, kalendarz, kontakty i zadania w jednym środowisku. W praktyce pozwala ograniczyć część drobnych przeskoków między miejscem, w którym pojawia się informacja, a miejscem, w którym organizujemy dalsze działania.

Nie brzmi rewolucyjnie. I może właśnie o to chodzi. Bo porządek w pracy rzadko bierze się z jednej spektakularnej funkcji. Częściej z kilkunastu drobnych momentów, w których nie trzeba czegoś kopiować, przepisywać albo szukać.

Praca zespołowa, czyli gdzie tym razem jest ten plik?!

Tu pojawiają się mniej oczywiste narzędzia Microsoftu.

W wybranych biznesowych planach Microsoft 365 dostępne są m.in. Planner i Loop. Planner pozwala organizować zadania zespołu i śledzić ich realizację, natomiast Loop służy do wspólnej pracy nad treściami, stronami i elementami projektu. Zakres dostępnych funkcji zależy od konkretnej licencji i rodzaju konta.

I znów: nie chodzi o to, żeby zapamiętać nazwy wszystkich aplikacji z oferty Microsoftu. Bardziej interesujące jest pytanie, czy naprawdę potrzebujemy osobnej aplikacji do każdej drobnej czynności, jeśli część z nich może odbywać się w środowisku, w którym i tak już pracujemy.

Jedna osoba też potrafi stworzyć sobie pięć cyfrowych biur

Chaos wcale nie jest domeną wielkich zespołów. Freelancer, osoba pracująca hybrydowo czy ktoś, kto korzysta z jednego laptopa zarówno zawodowo, jak i prywatnie, też może rano otworzyć kilkanaście zakładek i wieczorem nie wiedzieć, skąd właściwie wziął się plik zapisany na pulpicie.

Dla jednej osoby przeznaczony jest m.in. Microsoft 365 Personal, który obejmuje Word, Excel, PowerPoint, Outlook i OneNote, a także Teams oraz 1 TB przestrzeni w OneDrive. Z aplikacji można korzystać na różnych urządzeniach, więc pliki i notatki nie muszą być przypisane do jednego komputera. To może mieć znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy granica pomiędzy „pracuję w biurze” i „pracuję poza nim” dawno przestała być oczywista.

Może nie potrzebujesz lepszej aplikacji. Może potrzebujesz mniej przełączania

Nie da się sprowadzić całego problemu koncentracji do liczby otwartych programów. Telefon, spotkania, powiadomienia, przyzwyczajenia i sposób organizacji pracy też robią swoje. Ale warto przez jeden dzień przyjrzeć się własnemu ekranowi.

Ile razy otwierasz pocztę tylko po to, żeby coś sprawdzić? Ile miejsc przeszukujesz, zanim znajdziesz dokument? Czy masz jedną listę zadań, czy cztery? Czy współpracownicy wiedzą, gdzie znajduje się aktualna wersja pliku? Czy narzędzia, za które firma już płaci, wykorzystujecie szerzej niż do otwierania Worda i Excela?

Nie trzeba od razu przeprowadzać cyfrowej rewolucji. Czasem wystarczy ustalić jedno miejsce dla plików. Jedno dla notatek. Jedno dla zadań. Wyłączyć część powiadomień. Przestać wysyłać sobie szóstą wersję tego samego dokumentu.

Bo cyfrowy chaos ma jedną szczególną cechę: prawie go nie widać. Dopóki któregoś dnia nie orientujemy się, że od dziesięciu minut szukamy pliku, który mieliśmy właśnie otworzyć.

Oceń artykuł
0/5 (0)