poradnik dla pracownika

Rynek pracy w I półroczu 2026. Firmy szukały nie tylko ludzi, ale konkretnych kompetencji

Rynek pracy w I półroczu 2026. Firmy szukały nie tylko ludzi, ale konkretnych kompetencji

278 rzeczywistych zgłoszeń kadrowych, wyraźny wzrost aktywności w drugim kwartale i kierowcy C+E jako najczęściej poszukiwana grupa zawodowa. Dane Worksol Group z pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku pokazują rynek pracy z perspektywy firm, które nie deklarowały dopiero zamiaru zatrudniania, lecz już mierzyły się z konkretnym problemem kadrowym.

W pierwszym półroczu 2026 roku do Worksol Group trafiło łącznie 278 zgłoszeń związanych z potrzebami pracodawców. W pierwszym kwartale było ich 127, natomiast w drugim 151. Oznacza to wzrost liczby kontaktów o 18,9 proc. między kwartałami.

Nie należy jednak utożsamiać tych danych z liczbą firm ani tym bardziej z liczbą wakatów. Jeden przedsiębiorca mógł kontaktować się kilkukrotnie, a pojedyncze zgłoszenie mogło dotyczyć zarówno jednego specjalisty, jak i całego zespołu liczącego kilkadziesiąt czy ponad sto osób. Część kontaktów obejmowała również kwestie legalizacji, outsourcingu lub przyszłej współpracy.

Czerwiec wyraźnie odróżnił się od pozostałych miesięcy

Od stycznia do maja liczba zgłoszeń pozostawała stosunkowo stabilna. W styczniu odnotowano ich 38, w lutym 46, w marcu i kwietniu po 43, a w maju 45.

Dopiero czerwiec przyniósł mocne przyspieszenie – 63 zgłoszenia, czyli 22,7 proc. wszystkich kontaktów z całego półrocza. Było to o 40 proc. więcej niż miesiąc wcześniej.

Nie da się na podstawie samej bazy wskazać jednej przyczyny tego wzrostu. Możliwe, że na wynik złożyły się m.in. sezon budowlany, większa aktywność transportu i logistyki, potrzeby rolnictwa, przygotowanie obsad wakacyjnych oraz uruchamianie nowych projektów przemysłowych.

Znaczenie może mieć również fakt, że firmy coraz częściej sięgają po zewnętrzne wsparcie dopiero wtedy, kiedy samodzielna rekrutacja okazuje się niewystarczająca.

Kierowcy C+E na pierwszym miejscu

Najczęściej występującą pojedynczą grupą zawodową byli kierowcy zawodowi, przede wszystkim kategorii C+E. Pojawili się w 49 zgłoszeniach, czyli w około 17,6 proc. wszystkich analizowanych rekordów.

Co szczególnie ciekawe, zapotrzebowanie na tę grupę wyraźnie rosło w drugiej części półrocza.

W pierwszym kwartale zgłoszeń dotyczących kierowców było 17, natomiast w drugim już 32. Liczba takich kontaktów wzrosła więc o 88,2 proc., choć nie oznacza to oczywiście, że popyt na kierowców w całej Polsce zwiększył się dokładnie w takim samym tempie.

Za kierowcami znalazły się zawody techniczne. Spawacze pojawili się w 22 zgłoszeniach, tyle samo monterzy. Magazynierzy, komisjonerzy i pracownicy logistyki operacyjnej występowali w 21 przypadkach.

Istotna jest przy tym nie tylko liczba zapytań, ale stopień specjalizacji oczekiwań. W przypadku spawaczy pracodawcy wskazywali konkretne metody, m.in. TIG, MAG, 141 czy 135/136. Przy monterach znaczenie miało doświadczenie w określonych instalacjach, konstrukcjach lub projektach przemysłowych.

To dobrze pokazuje zmianę charakteru problemów kadrowych: firmom coraz częściej nie brakuje „pracownika w ogóle”, lecz osoby posiadającej konkretną kwalifikację i gotowej do rozpoczęcia pracy w określonym miejscu i czasie.

Jedno zapytanie może oznaczać nawet około 200 osób

Sama liczba 278 zgłoszeń mocno zaniżałaby rzeczywistą skalę potrzeb, gdyby odczytywać ją jako liczbę stanowisk.

W jednym z projektów z pierwszego kwartału przedsiębiorstwo poszukiwało około 100 spawaczy i 100 monterów rurociągów. W innym zgłoszeniu pojawiło się zapotrzebowanie na 90 pracowników magazynowych.

W drugim kwartale jeden z projektów obejmował 120 pomocników budowlanych, 10 malarzy i elektryka SEP. Inne zapytanie dotyczyło 40 monterów, 8 traserów i 20 spawaczy.

Dlatego liczba kontaktów z firmami mówi przede wszystkim o częstotliwości problemów rekrutacyjnych, a nie o liczbie wszystkich potrzebnych pracowników.

Potrzeby pojawiały się w całej Polsce

Spośród 278 zgłoszeń 171 udało się jednoznacznie przypisać do konkretnego województwa.

Najwięcej dotyczyło Mazowsza – 38, następnie Wielkopolski – 30 i Śląska – 19. Kolejne miejsca zajęły Małopolska, Pomorze i Dolny Śląsk.

Najważniejsza informacja jest jednak inna: projekty pojawiły się we wszystkich 16 województwach.

Nie oznacza to, że Mazowsze czy Wielkopolska są regionami z największym deficytem pracowników w Polsce. Na strukturę danych jednej agencji wpływają jej baza klientów, lokalizacja oddziałów, aktywność sprzedażowa czy profil realizowanych projektów.

Pokazuje to jednak, że problemy z obsadą stanowisk nie są ograniczone do jednego centrum przemysłowego czy kilku największych aglomeracji.

Rekrutacja zagraniczna coraz bardziej zróżnicowana

W analizowanych kontaktach bardzo szeroko reprezentowane były również zagraniczne kierunki pozyskiwania pracowników.

Najczęściej pojawiały się Filipiny – 33 razy. Kolumbia została wskazana w 14 zgłoszeniach, Indie w 10, a Ukraina i Indonezja po 7. W bazie występowały również m.in. Bangladesz, Nepal, Gruzja, Kirgistan, Uzbekistan, Tajlandia, Tadżykistan czy Wietnam.

Ważne jest jednak właściwe odczytywanie tych informacji. Sama obecność nazwy państwa w zgłoszeniu nie zawsze oznacza preferencję pracodawcy wobec konkretnej narodowości. Może chodzić także o już wybraną grupę pracowników, legalizację pobytu, dopuszczalny kierunek rekrutacyjny albo miejsce wykonywania projektu.

Mimo tego widoczna jest szeroka geograficzna dywersyfikacja. Obok Europy Wschodniej firmy coraz częściej rozważają Azję Południowo-Wschodnią, Azję Południową, Azję Centralną i Amerykę Łacińską.

Rynek nie kończy się na typowych stanowiskach

Wśród 278 zgłoszeń znalazły się również projekty pokazujące, jak szerokie potrafi być współczesne zapotrzebowanie.

Poszukiwano m.in. jubilera w Warszawie, dentysty do pracy w Antwerpii, specjalistów produkcji szkła w Słowenii, programisty robotów i PLC do projektu w Meksyku czy kontrolera jakości podłóg drewnianych w Indonezji.

Pojawiło się także zapotrzebowanie na ekipę techniczną obsługującą europejską trasę baletową, operatorów ciężkich żurawi oraz Sushi Mastera.

Takie przykłady pokazują, że wyzwanie może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od przedsiębiorstwa. Dla jednego problemem będzie pozyskanie 90 magazynierów, dla innego znalezienie jednego specjalisty posiadającego rzadkie doświadczenie.

Niski poziom wakatów nie oznacza łatwej rekrutacji

Dane Worksol warto zestawić z oficjalnymi statystykami.

Na koniec pierwszego kwartału GUS odnotował 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. Na koniec drugiego kwartału było ich 98,7 tys., a więc nieco mniej. Tymczasem liczba zgłoszeń do Worksol wzrosła ze 127 do 151.

Nie ma tutaj sprzeczności. GUS pokazuje liczbę wolnych stanowisk w określonym momencie, natomiast baza agencji rejestruje napływ konkretnych problemów kadrowych.

Podobnie jest z bezrobociem. Pod koniec czerwca w Polsce zarejestrowanych było ponad 900 tys. bezrobotnych, a jednocześnie przedsiębiorstwa miały trudności ze znalezieniem kierowców, spawaczy, monterów czy operatorów.

Kluczowym problemem staje się więc niedopasowanie – kwalifikacji, lokalizacji, oczekiwań finansowych, mobilności i czasu dostępności kandydatów.

To właśnie ono najlepiej tłumaczy pozorny paradoks polskiego rynku pracy: ludzi poszukujących zatrudnienia nadal jest wielu, ale firmy nie zawsze mogą znaleźć tych, których rzeczywiście potrzebują.

Pełne zestawienie Worksol Group pokazuje ten problem znacznie szerzej – od sześciomiesięcznej dynamiki zapytań, przez mapę województw i konkretne zawody, po kierunki rekrutacji zagranicznej i najbardziej nietypowe projekty. Najważniejszy wniosek pozostaje jednak wspólny dla wszystkich tych danych: w 2026 roku przewagą przedsiębiorstwa coraz rzadziej jest samo znalezienie pracownika. Coraz częściej jest nią zdolność znalezienia właściwego pracownika, z odpowiednimi kompetencjami, w odpowiednim miejscu i czasie.

Artykuł sponsorowany

Oceń artykuł
0/5 (0)