W teorii rynek pracy w Polsce jest dziś rynkiem pracownika. Bezrobocie niskie, oferty się piętrzą, wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw rosną szybciej niż inflacja. Ale wciąż tylko 10 procent Polaków deklaruje, że w 2026 roku zamierza zmienić pracę na lepszą, a 42 procent w ogóle nie planuje działań w celu zwiększenia swoich dochodów. Dlaczego tak wielu zostaje tam, gdzie jest, choć mogliby zarobić więcej gdzie indziej? Odpowiedź coraz częściej brzmi: bo nie pozwalają im na to długi.
Pensje rosną, ale długi nie zwalniają tempa
Dane Głównego Urzędu Statystycznego za czwarty kwartał 2025 roku pokazują, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o blisko 8 procent rok do roku. To wynik, który jeszcze dwa lata temu wydawał się nieosiągalny. Jednocześnie ostatni raport Krajowego Rejestru Długów wskazuje, że ponad 2 miliony Polaków figuruje w bazach z zaległościami przekraczającymi łącznie 42 miliardy złotych. Średnie przeterminowane zobowiązanie jednego dłużnika sięga blisko 22 tysięcy złotych, to o ponad 150 złotych więcej niż rok wcześniej.
Im wyższe pensje, tym wyższe oczekiwania konsumpcyjne, tym większe raty kredytów mieszkaniowych, tym łatwiej domknąć rosnącą lukę kolejną pożyczką. W badaniu BIG InfoMonitor przeprowadzonym pod koniec 2025 roku 28 procent respondentów przyznało, że terminowe płacenie rachunków, czynszu i rat wymaga od nich bardzo dużych wyrzeczeń. Czterech na stu nie domyka już budżetu w ogóle.
W tle rośnie zjawisko, którego rynek pracy długo nie zauważał: zadłużenie jako hamulec mobilności zawodowej.
Dlaczego rezygnujemy ze zmiany pracy?
Bank, który analizuje wniosek o kredyt, zgodę na wakacje kredytowe, przeniesienie hipoteki albo przedłużenie limitu, patrzy na trzy rzeczy: historię w BIK, formę zatrudnienia i staż w obecnej firmie. Każdy z tych aspektów bywa problematyczny przy zmianie pracy.
Okres próbny. Trzy miesiące, w trakcie których większość banków traktuje wnioskodawcę jako ryzykownego. Dla osoby z czynnym kredytem hipotecznym i kilkoma ratami konsumpcyjnymi oznacza to, że nawet jeśli nowy pracodawca oferuje 30 procent wyższą pensję, w oczach instytucji finansowej staje się on… mniej wiarygodny.
Zmiana umowy o pracę na B2B. Z punktu widzenia podatków często korzystna, z punktu widzenia banku, degradująca. Standard to oczekiwanie minimum 12 miesięcy działalności, niekiedy 24, zanim instytucja w ogóle zacznie liczyć dochód z faktur.
Zmiana branży. Banki coraz częściej analizują nie tylko, jak długo ktoś pracuje, ale czy nie zaczyna od zera w nowym sektorze. Skok z handlu do IT, nawet z wyższą pensją, bywa traktowany jak start nowej kariery, z całym ryzykiem, jakie się z tym wiąże.
Dla pracownika z czynnymi zobowiązaniami oznacza to, że awans w obecnej firmie, nawet skromniejszy, często okazuje się rozwiązaniem racjonalniejszym niż lepsza oferta na zewnątrz. Stabilność zatrudnienia staje się walutą, którą zaczyna się płacić za spokój kredytowy.
Geografia zadłużenia
Najnowsze analizy KRD pokazują ogromną rozpiętość w skali zadłużenia między polskimi miastami. W Wałbrzychu w rejestrze dłużników figuruje aż 13,7 procent mieszkańców, a średnie zobowiązanie sięga 26,7 tysiąca złotych. Po drugiej stronie skali są miasta południowo-wschodniej Polski – Tarnobrzeg, Rzeszów, Krosno, Kielce, Białystok – gdzie odsetek osób w KRD oscyluje wokół 3-4 procent.
To jednocześnie mapa zadłużenia i elastyczności zawodowej. W regionach o wysokim zadłużeniu mobilność pracownicza spada, bo każda zmiana niesie ze sobą ryzyko utraty zdolności do obsługi rat. W rejonach z niższym poziomem zaległości łatwiej rozważyć ofertę z innego miasta, przebranżowienie albo własną działalność.
Pracodawcy z regionów o wyższym zadłużeniu zauważają to dawno. Rekruterzy w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku coraz częściej wspominają w nieoficjalnych rozmowach, że kandydaci pytają nie o pakiet benefitów, tylko o to, czy „pensja wejdzie 10. czy 15. dnia miesiąca”. Bo od tego zależy, czy nie wpadną w opóźnienie na raty.
Jak odzyskać płynność finansową i pracowniczą mobilność?
Wyjście z tego stanu wymaga czegoś więcej niż stworzenia nowego CV. Specjaliści od finansów osobistych z Outloop – firmy zajmującej się konsolidacją kredytową i partnera dzisiejszego artykułu, wskazują kilka kroków, które warto podjąć, aby poprawić swoją mobilność pracowniczą.
- Spis wszystkich zobowiązań w jednym miejscu – kredyty, pożyczki, limity na karcie, chwilówki, raty na sprzęt. Bez tego nie da się ocenić realnego obciążenia budżetu.
- Sprawdzenie raportu BIK – bezpłatnie raz na pół roku. Pozwala zobaczyć, jak instytucje finansowe widzą daną osobę, zanim zacznie ona starać się o jakikolwiek nowy produkt.
- Analiza możliwości konsolidacji – w wielu przypadkach scalenie kilku rat w jedną, niższą, wydłuża okres spłaty, ale obniża miesięczne obciążenie na tyle, że pojawia się powietrze do podjęcia ryzyka zawodowego.
- Konsultacja z pośrednikiem kredytowym – niezależny doradca albo firma pośrednicząca w pozyskiwaniu finansowania potrafi pokazać, które banki w ogóle rozważą daną osobę, a które odrzucą wniosek bez czytania.
- Świadome rozłożenie zmiany pracy w czasie – jeśli to możliwe, finalizacja konsolidacji lub przedłużenia kredytu jeszcze przed wypowiedzeniem starej umowy, nie po.
Re rozwiązania pozwolą CI na spłatę zadłużenia w bardziej komfortowych warunkach, ale także pozwolą rozważyć nowe, bardziej atrakcyjne oferty pracy.
Kto decyduje o naszym awansie?
W rozmowach o rynku pracy bardzo długo przyjmowaliśmy, że to firmy są aktywną stroną – kuszą, oferują, podbijają stawki. Dane z ostatnich miesięcy każą tę perspektywę odwrócić. Kandydat, który nie panuje nad własnym budżetem domowym, w 2026 roku coraz częściej nie może sobie pozwolić na korzystanie z oferty rynku pracownika.
Czasem wystarczy uporządkować wydatki, żeby otworzyć drzwi, które wydawały się zamknięte. A czasem to właśnie ten pierwszy krok – porządki w finansach, bywa większą ulgą dla naszego portfela niż awans.
Artykuł sponsorowany