Cuisine de France

Dublin

Ocena pracodawcy 2/6

na podstawie 4 ocen.

Opinie o Cuisine de France

Dodaj odpowiedź

Anuluj

Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Cuisine de France

Nuro

Pracowałem tam w 2013r. Pierwsza moja praca po przyjezdzie,dodatkowa z czasem mialem przy myciu okien, zawsze bralem nocne shifty zeby pogodzic z druga praca. Dalo rade. Jednak to co sie tam dzualo to wszystko prawda,ale ja nie dalem sie,pomimo slabej znajomosci angielskiego potrafilem sie postawic wielkiemu innego koloru skory supervisorovi,zdziwil sie. Polacy(nie wszyscy) byl taki jeden kulfon,myslal ze wszysko moze,czepil sie mnie,prawie mu zaje... potem zawsze tylko siema... Ogolnie z czasem dobrze wspominam prace,mialem szanse przejsc na shifta,ale po co i tak wracałem do Polski..

emigrant77

To fabryka chleba ulokowana na peryferiach Dublina. Uchodzi wśród tutejszej Polonii za obóz pracy. Zatrudnia w większości emigrantów z Europy Wschodniej. Obecnie firma coraz częściej werbuje siłę robotniczą z Rumunii. Polecam dla różnego rodzaju desperatów, ludzi bez języka, a zwłaszcza dla tych, którzy jeszcze nie wypracowali odpowiedniej ilości godzin, ażeby mieć prawo do świadczeń miejscowej opieki społecznej. Polecam również studentom (jak w moim przypadku), którzy przyjechali w okresie wakacji, ażeby dorobić przez agencję trochę grosza na opłatę czesnego, balangi etc ;) Właściwie pracownicy agencyjni i kontraktowi mają tę samą stawkę godzinną, tylko agencyjni nie mają zagwarantowanych stałych godzin pracy, i muszą czekać na SMS-a z agencji. Pracownicy agencyjni są "na telefon", no chyba że masz znajomości z operatorem kontraktowym czy brygadzistą, to mogą ci załatwić kontrakt. Nie da się ukryć, że częściej się udaje dziewczynom (chociaż różne to bywa). Był taki jeden menagier, który niejednemu pomógł, a na końcu sam z hukiem wyleciał (wszedł w paradę komuś kto był nad nim). Równość szans, równość płci, preferencji seksualnych, przynależności etnicznej, kulturalnej i religijnej to pic na wodę, fotomontaż. Rasizm i nietolerancja wyczuwane są w powietrzu. Szkoda, bo Irlandia, a zwłaszcza jej stolica zawsze będzie mi się kojarzyć z wielokulturowością i tolerancją. Jeśli masz jakiś problem do załatwienia to najprawdopodobniej usłyszysz znany tutejszy slogan "drzwi są otwarte" (czyli jak się nie podoba to w*********ć) Firma otwarcie od wielu, wielu lat sprzeciwia się związkom zawodowym i nie rozponaje ich na terenie zakładu, a osoby zaangażowane w działalność związków zawodowych są szykanowane. W firmie dochodzi do bardzo wielu wypadków, bo bardziej liczy się "target" i zysk, aniżeli bezpieczeństwo pracowników. Jeśli pracownik wytknie coś co nie jest zgodne z normami bezpieczeństwa, to może liczyć na to, że przy najbliższej sposobności będzie w odwecie złapany na robieniu czegoś niezgodnego z przepisami i odpowiednio ukarany. Lepiej się więc wiele nie odzywać i po prostu mieć oczy i uszy szeroko otwarte i nie dać się okaleczyć ani zabić. Jeśli ulegniesz wypadkowi, to stajesz się wrogiem numer jeden, kimś niewygodnym, czymś co trzeba zatuszować. Wtedy firma się odwraca, wypiera i pojawiają się insynuacje, że pewnie robol sam łapę wsadził tam gdzie nie trzeba, żeby wyłudzić od firmy odszkodowanie. Totalna znieczulica! Kilkukrotnie nie zadzwoniono po ambulans w naprawdę cieżkich wypadkach, z obawy przed utratą zniżki na ubezpieczenie zbiorowe pracowników. Procedury są takie, że najpiejw Menager dzwoni do swojego przełożonego, i dopiero ten decyduje jakie środki podjąć. Dobra znajomość języka angielskiego jest bardzo niemile widziana, bo po cóż to wdawać się w dyskusje z motłochem. Najlepiej jak pracownik używa angielskiego na poziomie :OK, YES, I CAN, I GO, NO PROBLEM. Zarząd produkcji składa się z niewykształconych szeryfów nie mających pojęcia o zarządzaniu firmą (większość z nich nie ma nawet średniego wykształcenia! tak, nie chce się wierzyć, ale to prawda). Banda gburów bardziej nadająca się do roli Kapo w obozie koncentracyjnym, aniżeli do zarządzania firmą. Trudno to w ogóle nazwać zarządzaniem. Brygadziści zarabiają mniej więcej tyle co pracownicy na kasie w supermarkecie, chociaż to oni wykonują najcięższą i najżmudniejszą pracę, a menadżerka zarabia mniej więcej tyle co robotnicy niewykwalifikowani na budowie, co w zasadzie odpowiada ich kwalifikacjom i uzdolnieniom. Wydaje mi się, że to właśnie zarząd odpowiada za brak wydajności w firmie, chociaż najbardziej dostaje się operatorom i brygadzistom (supervisorom). Stan techniczny maszyn jest opłakany. Wiele maszyn jest uszkodzonych. Mechanicy są ganiani jak psy od interwencji do interwencji i zarobieni po łokcie. Robią co mogą ale niewiele mogą, bo firma skąpi na części zamienne i wiele rzeczy trzyma się zamocowanych na taśmie klejącej. Od pięciu lat nie było żadnej podwyżki. W firmie jest bardzo głośno i trzeba na okrągło chodzić w ochraniaczach słuchu. Na produkcji i ważeniu produktów kurzy się nieziemsko, a firma skąpi na zainstalowaniu odpowiedniego systemu pochłaniającego kurz. Miejsca gdzie waży się składniki nazywane są w żargonie pracowniczym "DUST CHAMBERS" czyli "komory pyłowe" Na pakowni jest w miarę cicho i nie kurzy się, chociaż jest zimno i bardzo często trzeba układać palety z produktem ręcznie bo maszyny często się psują. Pilnuj i oszczędzaj robocze rękawice jak oka w głowie bo jak zgubisz albo przetrzesz, to trudno się doprosić nowych. Praca w tej fabryce ma kilka zalet. Jest to praca na legalu. Zmiany 12-godzinne. Prace nie wymagają kwalifikacji i wysiłku intelektualnego, chociaż trzeba się ochodzić i odźwigać, co jeśli nie zaszkodzi, to i na zdrowie może wyjść. Płatne przerwy. Pracownicy pr

Zostaw opinię o Cuisine de France - Dublin

UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Cuisine de France