Praca sezonowa rządzi się swoimi prawami, wiadomo nie zawsze jest pogoda, a borówki mogą być zbierane tylko wtedy jak jest sucho. Na takie warunki trzeba się zgodzić, na to nie ma rady, ale na błędy pracodawcy nie powinno się zgadzać. Gdy przyjeżdżam, a praca jest tak zorganizowana, że już po niecałych trzech godzinach jestem odsyłana do domu, bo nie ma już co zbierać, to to są kpiny. Mają wymagania tylko sami nie potrafią im sprostać. Zatrudniają naraz za dużo osób i myślą, że jak ktoś zarobił 15 złotych w jednym dniu, to jeszcze do nich przyjedzie na następny. O przepraszam tam są zbiory co 5 dni, więc jednak nie da rady przyjeżdżać codziennie. Praca w takich warunkach jaką zapewniają w sezonie 2016 jest nieopłacalna, no chyba, że zapewnią codziennie zbiór, przez co najmniej 8 godzin dla każdego pracownika (tak by mogło być gdyby zatrudnili mniej osób naraz). Sezon 2016 wygląda u nich źle i myślę, że nawet nie opłaci się tam przychodzić zbieraczom z najbliższej okolicy. I na koniec jeszcze takie info od szkolącej jeśli nie przyjdziecie do roboty na wezwanie to nie macie po co przychodzić po swoje pieniądze. Ponoć szkolenie, które macie na początku jest warte 50 złotych i jest wam odbierane za to, że nie przyszliście, więc jak rezygnujecie już po pierwszym lub drugim dniu to kasy nie zobaczycie.