Już od progu w biurze wita Cię niekończąca się lista zadań? Zaczynasz jedną czynność, by po chwili musieć pilnie zająć się kolejną? Potem z przerażeniem patrzysz na zegarek. Zbliża się 16, a Ty właściwie nie skończyłeś niczego, co zaplanowałeś na ten dzień! Czy tak właśnie ma wyglądać wielozadaniowość? Dowiedz się, jak podołać kilku zadaniom na jednym stanowisku, aby ze wszystkim zdążyć i… nie zwariować!

Wszystko i nic

Wielozadaniowości oczekuje coraz więcej pracodawców, a przynajmniej tak wynika z ogłoszeń zamieszczanych na portalach dla szukających pracy w różnych miastach, zarówno większych, np. LublinieKrakowie, jak i tych nieco mniejszych, w tym w Grudziądzu, Przemyślu czy Nowym Sączu. Ale co to właściwie oznacza? Najczęściej o tzw. multitaskingu myślimy jako o zdolności wypełniania wielu zadań jednocześnie. Jedną ręką odpisujesz na maila, drugą podpisujesz papiery, a ramieniem przytrzymujesz słuchawkę telefonu przy uchu, prowadząc ważną rozmowę z klientem. Brzmi niedorzecznie? Bo takie jest! Usiłując skupić się na kilku czynnościach jednocześnie, wykonamy je byle jak, a więc jakość naszej pracy wyraźnie spadnie.
Tak pojmowana wielozadaniowość prowadzi też do frustracji i szybkiego wypalenia zawodowego!

Uwaga, nie przeszkadzać!

Aby zmniejszyć efektywność pracy, nie musisz wcale robić kilku rzeczy jednocześnie. Nawet przełączając się szybko między zadaniami, a więc rozpoczynając kolejne, zanim jeszcze nie dokończymy pierwszego, skazujemy się na porażkę. Nasz mózg potrzebuje bowiem średnio 15-20 min., aby osiągnąć pełne skupienie. Dlatego gdy od ważnego raportu odrywa nas współpracownik ze sprawą “nie cierpiącą zwłoki”, zabiera nam to cenne minuty! Wystarczy kilka takich sytuacji w ciągu dnia, abyśmy stracili co najmniej jedną trzecią, a nawet połowę czasu! W efekcie często nie zdążymy zrobić wszystkiego, a zaległości nadrabiamy w domu lub zostawiamy na następny dzień. W najgorszym przypadku zaczną się piętrzyć, a my będziemy wiecznie “w tyle”, co rodzi frustracjęniezadowolenia z pracy.

Multitasking – opanuj chaos!

Czy to oznacza, że każdy z nas powinien zajmować się tylko jedną czynnością, w której się wyspecjalizuje i niczym więcej? Niekoniecznie. Wszystko zależy od naszych osobistych preferencji. Możemy, oczywiście, zostać ekspertami w swojej dziedzinie i ograniczyć pozostałe zadania do minimum, jednak niektórych z nas taki tryb pracy po prostu szybko znudzi. Wolisz różnorodność? Najlepszym rozwiązaniem będzie… kończenie jednej czynności, zanim przejdziemy do drugiej! Brzmi banalnie, przynajmniej w teorii. Ale w praktyce może być z tym nieco gorzej. Postaraj się więc wprowadzać zmiany powoli. Możesz np. ustalić, że w danych godzinach nikt nie powinien Ci przeszkadzać, abyś mógł skupić się na najważniejszych rzeczach. Najlepiej ustalić je przed południem. Nie tylko ze względu na to, że większość z nas właśnie wtedy funkcjonuje najlepiej, ale też dlatego, że główne cele na dany dzień najlepiej wykonać na jego początku. Unikniemy wtedy popołudniowej paniki i wykonywania kluczowych zadań w pośpiechu na godzinę przed końcem pracy.

Słynna wielozadaniowość nie oznacza zatem umiejętności poświęcenia uwagi kilku czynnościom jednocześnie, a po prostu elastyczność i zdolność przechodzenia między zadaniami. W ten sposób nie tylko nie stracimy na efektywności, ale też unikniemy znużenia, a tym samym szybkiego wypalenia zawodowego.
A Ty, wolisz skupić się tylko na wąskiej grupie zadań związanych z Twoją specjalizacją, czy raczej potrzebujesz nieco urozmaicenia? A może multitasking to Twoje drugie imię? Jak radzisz sobie z różnorodnymi obowiązkami? Czekamy na Twój komentarz!