Pojezierze Mazurskie cieszy się ogromnym zainteresowaniem turystów, którzy w sezonie letnim poszukują idealnego miejsca do wędkowania, niezapomnianych widoków czy ciekawych atrakcji dla swoich dzieciaków. To jednak nie wszystko, co znajdujemy nad jeziorami – trzeba do tego doliczyć naprawdę astronomiczne ceny zaserwowane tam posiłki. Czy to oznacza sposób na biznes?

Każda dobra

Można by pomyśleć, że w zasadzie nie ma znaczenia, jak dużo smażalni znajdziecie w Olsztynie nad jeziorami – każde cieszy się w sezonie zainteresowaniem turystów. Każdy przecież będąc na wakacjach chce skosztować przynajmniej rarytasu, jakim jest smażona rybka z frytkami i surówką. W hurtowniach – dla przykładu – dorsz jest w cenie średnio za 16 złotych za kilogram brutto. Kilogram wystarcza zwykle na przygotowanie czterech, a nawet pięciu obiadów, ponieważ serwowane porcje zwykle ważą do 200 gram. Jeśli doliczyć do tego frytki, niechby i za 4 złote oraz surówkę, przebitka wychodzi prawie 500%. A takie liczby działają na wyobraźnię.

Dobry trik to połowa sukcesu

Restauratorzy doskonale wiedzą, w jaki sposób zarabiać na turystach. Jednym ze sposobów jest zwyczajnie niezgodne z prawem niewydawanie paragonu za sprzedany obiad, a drugim sposobem – wrzucanie wszystkiego, a więc ukrycie gramatury, pod ogólnym pojęciem „dania”. W takich miejscach jednak nie warto oszukiwać na przykład na jakości towaru – nieznaczne chociaż obniżenie ceny i podawanie świeżej ryby może dać całoroczne zainteresowanie.