Sytuacja na polskim rynku pracy wydaje się być co najmniej dobra. Niskie bezrobocie jednak nie zawsze musi być spowodowane przez pozytywne czynniki.

Eurostat czy GUS, kto ma rację?

Kilka dni temu Eurostat opublikował dane dotyczące bezrobocia w grudniu w Europie. Dla Polski wskaźnik ten wyniósł 5,9 proc. Z kolei według Głównego Urzędu Statystycznego na koniec minionego roku bez pracy pozostawało 8,3 proc. Polaków. To 2,4 proc. różnicy między danymi podawanymi przez oba urzędy. Nie oznacza to jednak, że któraś z organizacji wprowadza nas w błąd. Obie podają prawdziwe informacje, a różnica bierze się z odrębnej metodologii badania. GUS mierzy bezrobocie rejestrowane, czyli stosunek liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy do wszystkich osób aktywnych zawodowo w kraju. GUS traktuje zatem osoby pracujące „na czarno” jako bezrobotnych. Z kolei Eurostat jako bezrobotnych traktuje wszystkich, którzy mają od 15 do 74 lat, nie mają zatrudnienia, ale aktywnie go poszukują i są w stanie je podjąć w ciągu dwóch tygodni. Właśnie dlatego bezrobocie podawane przez Eurostat jest niższe niż przez GUS i może lepiej oddawać rzeczywistość.

Emigracja, czyli mniejsze bezrobocie

Niskie bezrobocie powinno oznaczać dobrą sytuację na rynku pracy. Jednak w II i III kwartale minionego roku, spadek bezrobocia wynikał nie ze wzrostu zatrudnienia, a przede wszystkim ze spadku wskaźników aktywności zawodowej. Nie zawsze zatem mała liczba osób niezatrudnionych jest pochodną korzystnej sytuacji na rynku pracy. W tym wypadku źle świadczy to o podaży zatrudnienia. Również bilans rynku pracy roku 2016 należy rozpatrywać szerzej niż tylko przez pryzmat stopy bezrobocia. Na jej wielkość wpływa wiele czynników. Według danych GUS w 2015 roku za granicą przebywało 2 mln 397 tys. Polaków, z czego prawie 2,1 mln w Europie. To ogromna liczba ludzi, którzy zdecydowali się wyemigrować – najczęściej z przyczyn zarobkowych. Ich nieobecność pozytywnie wpływa na wskaźnik bezrobocia – trudno podejrzewać, ze wszyscy z nich podjęliby satysfakcjonującą ich pracę.

Polska – region nierówności

Na obecną sytuację na rynku pracy wpływa również wsparcie socjalne przyznawane przez państwo. Mowa tu między innymi o projekcie Rodzina 500+. Od marca, czyli miesiąc przed pierwszymi wypłatami świadczeń, do września minionego roku z pracy zrezygnowało ponad 150 tys. osób. Ponadto rząd Beaty Szydło planuje najpóźniej na początku 2018 roku podnieść zasiłek dla bezrobotnych do 1000 zł brutto. Aktualnie kwota ta zależy od stażu pracy i wynosi 831,1 zł brutto przez pierwsze trzy miesiące, a później spada do 652,6 zł. Zwiększenie tego świadczenia raczej nie skłoni bezrobotnych do wytężonych poszukiwań zatrudnienia. Zwłaszcza jeśli uwzględni się, że długotrwałe bezrobocie dotyczy ponad 740 tys. osób. W dalszym ciągu Polska pozostaje krajem nierówności – przynajmniej jeśli chodzi o rynek pracy. W największych miastach takich jak Katowice, Poznań czy Warszawa bezrobocie wynosi maksymalnie 3,5 proc. Z drugiej strony w siedmiu województwach wskaźnik ten przekracza wartość dwucyfrową, a w całej Polsce nie brakuje powiatów, w których przekracza on 20 proc. Najgorzej sytuacja wygląda w powiecie szydłowieckim. Tam liczba osób pozostających bez zatrudnienia kształtuje się na poziomie 28.8 proc.

Autor: GoWork.pl