Warszawska Firma Wydawnicza S.C. Firma Wydawnicza Jarosław Wernik Majdecki Jan

Warszawa

Opinie o Warszawska Firma Wydawnicza S.C. Firma Wydawnicza Jarosław Wernik Majdecki Jan

A.D. 2016-11-25 23:12:54
mnie też mówili podczas podpisywania umowy, że można do nich zadzwonić i sprawdzić ile sprzedano sztuk, więc jest tak jak opisałeś. Obiecywali to.
1
HenryV 2016-11-25 23:35:14
NIE WIEM CZY WIECIE, ALE TA FIRMA WYDAWNICZA MA CERTYFIKAT RZETELNA FIRMA!!!!!!!

Zajrzyjcie sobie na stronę rzetelnafirma.pl

Tam możecie zgłosić każde niezadowolenia wobec danej firmy posiadającej taki certyfikat, jeśli firma was w czymś zawiodła, nie wywiązała z płatności, umowy itp.

Pozdrawiam serdecznie
1
Diki 2016-11-28 20:46:15
Ja wydałam około 7 tys. zł.Kontaktu z firmą już nie było w momencie wysłania należności za wykonaną usługę. Tak naprawdę skusili mnie wspaniała ofertą sprzedaży.
Fakt - bardzo trudno jest znaleźć wydawnictwo , które podejmie współpracę z nieznanym autorem. Na dodatek , aby książka zaistniała, musi być interesująca reklama.
Jeżeli ma się wartościową książkę nie można odpuść, trzeba szukać sposobu na ponowne wydanie.
WFW zrobiło dla mnie taką usługę, jaką może zrobić każde wydawnictwo. Wydać za pieniądze autora i na tym koniec. Prawdopodobnie działali wg schematu i każdego z nas wpuszczali w maliny, no i wpuścili. A miało być tak pięknie , po amerykańsku . pozdrowienia
5
Miś 2016-11-29 01:27:41
Masz rację Diki odnośnie do tego, że zrobili taką usługę jak inne wydawnictwo. Powinno być jakieś promowanie tych książek, na stoiskach też powinny być. Bo co to za sprzedaż tylko w internecie. To każdy z nas może sobie założyć za 20 zł stronę internetową i sprzedawać. Natomiast nie ma sensu już wznawianie książki u kogoś innego, bo odmawiają i przede wszystkim nie wrzucą jej do nowości. Zatem zostanie niezauważona, bo jak ktoś ją odnajdzie wśród tysięcy innych tytułów. Inaczej mówiąc zapłaciliśmy po około 3500 zł za wydanie książki tj. ze 50 egzemplarzy autorskich. Co daje 70 zł za egzemplarz, strasznie droga usługa. Pozdrawiam
4
kasia 2016-11-29 09:40:33
To prawda. Naobiecywali, że sprzedają w 3 tysiącach księgarni w Polsce, a tymczasem przez 2 lata poszło 7-10 sztuk moich książeczek w całej Polsce, podczas gdy śledzę sprzedaż internetową w księgarniach, gdzie podają ilość pozycji na stanie i jest tego o wiele więcej. Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać... Brak słów.
6
idź_na_żywioł 2016-11-29 20:24:30
Jeśli macie uzasadnione wątpliwości co do kwestii sprzedanych egzemplarzy tj. uważacie, że sprzedaż jest waszej książki była większa np. widzieliście stan swej książki w księgarniach internetowych, to może warto byłoby pomyśleć o tym żebyśmy powiadomili urząd skarbowy? Że macie takie swoje odczucia. Wtedy przyjdzie kontrola skarbowa do firmy i sprawdzi każdą sprzedaną książkę co do egzemplarza, zgodność faktur ze stanem sprzedaży. Ja do dzisiaj nie wiem, ile moich książek wydrukowano. W tej firmie wiele rzeczy było okryte tajemnicą, a zapytania zostawały bez odpowiedzi. To nie jest normalne. Czy ktoś z Was dostał już jakieś pieniądze za 2015 lub 2016 rok? Czy nadal jest gra na zwłokę, że niebawem nastąpią rozliczenia, i tak w kółko.
5
kasia 2016-11-30 09:35:12
Rozliczenie jakieś przyszło - groszowe. Pan Majdecki w rozmowie telefonicznej wyjaśnił mi, że jeszcze nie opadł kurz bitewny po Wernikach i wiele dokumentów zwyczajnie przepadło, nie da się ich odtworzyć. I tyle w temacie... :(
Diki 2016-11-30 11:42:46
Nr. ISBN posiada każda książka po to między innymi, aby Urząd Skarbowy miał wgląd do ilości sprzedanej , czyli w konsekwencji ile autor powinien odprowadzić podatku. Jeżeli sprzedaż jest mała wtedy do takiego zysku nikt nie przyczepi się, wiec najlepiej nie być zainteresowanym dużym obrotem - bo zysk jest mniejszy, niż przy wydaniu nowej pozycji. Prawdziwa reklama jest bardzo droga, może się nie zwrócić, lepiej robić slalomy , typu niszczyć dokumenty i robić nowe nabory. Prawdziwe jaja. Sytuacja patowa. Firma zawsze może powiedzieć, że pozycja jest mało interesująca, nie ma sprzedaży , więc cóż ci autorzy chcą. Przecież to trzeba być prawdziwym oszołomem, zepsutym do szpiku kości, aby w ten sposób traktować innego człowieka , na dodatek w tak dużej skali. Faktycznie ile nas oszukanych jest, zaczynam odliczanie 1, pozdrawiam
P.S. Moja książka została wydana 2015 i na tym skończył się kontakt z firmą. Aż wstyd przed znajomymi, że nikt się moją pozycja wydawniczą nie interesuje.
7
kasia 2016-11-30 13:03:23
2.
2
Arya 2016-11-30 13:05:06
Przypuszczam, że korektorów i redaktorów.
2
czupakabra 2016-11-30 15:53:44
Jakieś dokumenty mogą przepaść, ale nie transakcje bankowe tj. dystrybutor książek wpłaca na konto wydawnictwa pieniądze po sprzedaży książek autorów. Może w skrajnych przypadkach zaginąć jakaś faktura, ale nie dowody wpłaty, bo bank rejestruje każdy grosz.
1
KAJA 2016-12-07 01:40:26
WITAM WSZYSTKICH
OCZYWIŚCIE TEŻ ZOSTAŁAM OSZUKANA PRZEZ WFW ,NIE MOGĘ ZOSTAWIĆ TAK TEJ SPRAWY
BARDZO PROSZĘ O INFORMACJE,W NAJBLIŻSZYCH DNIACH MAM ZAMIAR PORADZIĆ SIĘ ADWOKATA ,JEST LUB SZYKUJE SIĘ JAKIS POZEW ZBIORCZY?
JA ZAPŁACIŁAM PRAWIE 4,000 ZL
SAMA KUPIŁAM JAKIES 20 W RÓŻNYCH SKLEPACH INTERNETOWYCH
ROZLICZENIE DOSTAŁAM ZA 8 SZTUK PONAD ROK TEMU
ALE PRAWDA JEST TAKA ŻE NIE ZROBILI NIC ABY PROMOCJONOWAĆ I SPRZEDAWAĆ NASZE KSIĄŻKI
ZAPŁACILISMY TYLE TYSIĘCY ABY OTRZYMAĆ 50 EGZEMPLARZY DLA NAS,A I TERAZ SAMI KUPIĆ TE CO IM ZOSTAŁY
ZABILI MARZENIA NAS WSZYSTKICH ,DLA MNIE 4,000 BYŁO BARDZO DUŻĄ KWOTĄ
CZY KTOŚ PYTAŁ JUZ JAKIEGOS RADCY PRAWNEGO LUB ADWOKATA?
SAMA PO WIZYCIE NAPISZĘ CO SIĘ DOWIEDZIAŁAM
POZDRAWIAM WSZYSTKICH OSZUKANYCH
7
kredka 2016-12-08 20:14:01
Dobry pomysł, porada prawna kosztuje z 50 zł, a radca prawny lub adwokat doradzi co z tym dalej zrobić. Bo 4000 zł to naprawdę sporo pieniędzy. Nie po to płaciłaś tyle ciężko zarobionych pieniędzy, by jeszcze skupować swe książki, to skandal. Powinno to inaczej wyglądać. Popieram Twe słowa, że zabili nasze marzenia. Nie wiem nic na temat pozwu, ale jest forum na FB poświęcone sprawom autorów, tu gdzieś link jest w jednym z komentarzy. Tam może dowiesz się więcej. Pozdrawiam
3
hebanowy 2016-12-09 15:16:05
Powiem Wam jak to wygląda obiektywnie: autor płaci ok. 4000 zł za wydanie książki, którą sprzedaje jeden z największych dystrybutorów w Polsce - internetowy, sieć księgarń. Wszystko tutaj jest OK. Schody zaczynają się dalej, bo książka jest przez około 1 tydzień w nowościach, potem ląduje wśród tysięcy innych tytułów - są księgarnie, gdzie jest po 100 000 książek w sprzedaży. Zatem wyobraźcie sobie, jak potem ktoś ma trafić na Wasz tytuł? Musiałby przeglądać setki zakładek z innymi książkami, by dostrzec Waszą. Więc od premiery w księgarniach macie około tygodnia, by czytelników swym dziełem zainteresować. PROMOCJA. Wiecie ile kosztuje np. baner reklamowy na portalu? Są to ogromne koszty, bo np. 80 000 zł za 1 dzień emisji (zobaczcie sobie cenniki na portalach). Zatem żaden mały wydawca nie wyda takich pieniędzy, by zareklamować autora. Bo nigdy mu się to nie zwróci. Chyba że jest to książka o mafii (coś co wiadomo, że ludzie kupują), kontynuacja jakiegoś bestsellera i znanego autora. Tak to niestety wygląda. MOŻECIE NAPISAĆ DOSKONAŁĄ książkę, ale macie nikłe szanse, że tą książką dotrzecie do tysięcy ludzi. A sami nigdy tego nie rozreklamujecie, bo dla nieżyczliwych ludzi w Polsce problemem jest udostępnienie linku (nic to nie kosztuje, miejsca im nie ubędzie na Facebooku). Zatem ludzie olewają, jak poprosicie o pomoc. Wydawca zarabia około 50 % ceny okładkowej książki, czyli jeśli książka kosztuje 30 zł w księgarniach, on dostanie 15 zł od tej kwoty, reszta dla autora 5 może 10 %(najmniejszy zysk, draństwo, bo to autor poświęca najwięcej czasu i dzięki niemu zarabiają), dystrybutora. Zatem by opłacić taki baner reklamowy z waszą książką musiałby wydawca sprzedać 5333 egzemplarzy książki. A gdzie zarobek potem?
hebanowy 2016-12-09 15:26:36
Kontynuacja wątku: bestsellery w Polsce sprzedają osiągają nakłady powyżej kilkudziesięciu tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Zatem jeśli np. książka w ciągu roku została sprzedana w nakładzie 85 000 egzemplarzy (są takie), to wydawca mając te 15 zł od książki (cena jej 30 zł), zarobi 1 MILION 275 TYSIĘCY złotych. W dodatku może on przewidzieć z góry taką sprzedaż, bo jeśli jest to kontynuacja książki, którą wcześniej sprzedano w takim nakładzie, to nic nie ryzykuje. Zatem wydawcę stać wyłożyć na reklamę w mediach powiedzmy te 3 banery po 80 000 zł, czyli za promocję zapłaci 240 000 zł. A zarobi ponad 1 MILION złotych na tej książce. Tak to wygląda, że wydawnictwo inwestuje pieniądze na promocję, ale dla znanych autorów, dzięki którym ma zagwarantowany zysk. A debiutant jest bez szans. Tak wygląda rynek, zawsze znani będą wygrywać. Tak samo bogaty się bogaci w Polsce coraz bardziej, a biedny człowiek ma coraz trudniej żyć. Jedyne co powinien zrobić wydawca: nie obiecywać wam cudów, ale realnie przedstawić fakty, jak ja tutaj.
Stan 2016-12-09 18:21:36
Nawet zakładając,że to co podajesz to jest fakt. Ale istnieje również wiele innych aspektów tej sprawy. Ja nie wygłupiałem się w wydaniem dla pieniędzy, Głównie interesowało mnie zainteresowanie tą pozycją. I dlatego byłem święcie przekonany, że tomik wierszy trafi na półki. Nie trafił nigdzie na żadną półkę! [?].. Jedynie chwilowo w sprzedaży internetowej.Jak mam więc ocenić zainteresowanie tymi wierszami? Kto kupi " w ciemno"wiersz nieznanego autora,nieznanej treści? Przecież nikt nie będzie zainteresowany! Trochę większe szanse w internecie ma proza,ale też nikłe. Bo nawet jeśli interesuje nas temat podany "w zajawce" , to możemy trafić na fatalne wypociny i wyrzucimy książkę. Hebanowy pisze,że mamy małe szanse na sukces.Więc WFW nie powinno nam proponować wydania ! My możemy nie wiedzieć o problemach wydawniczych, ale jesli ktoś się deklaruje promocji, reklamy,sprzedaży na terenie całej Polski itd... to powinien albo się wywiązać z obietnic,albo odpowiadać przed sądem za oszustwo [?]...Ktoś się pytał na forum o profil FB..Polecam "Wydawnictwo"
4
hebanowy 2016-12-10 10:01:47
Oczywiście ja Cię doskonale rozumiem, że chciałeś swą książką zainteresować czytelników. Zapewne większości ludzi zależało na tym, by ich książkę można było zobaczyć na półkach w stacjonarnych księgarniach. Bo to miłe uczucie dla autora/rki, że jest to namacalny dowód ich wysiłku twórczego. Ale badałem ten temat, by poznać prawdę tzn. wydawca nie może narzucić danej księgarni stacjonarnej, że książka danego autora/ki ma być na półkach. Jedynie dana księgarnia (także jej sieć sprzedaży) decyduje, które książki znajdą się w sprzedaży na półkach. A jak nie trudno się domyślić - księgarnie na swe półki biorą książki, które się najlepiej sprzedają tzn. w tysiącach egzemplarzy. Podobnie wygląda to w hipermarketach, gdzie nie wezmą do sprzedaży książki w nakładzie 150 sztuk, bo to dla nich żaden biznes. Zgoda co do tego, że jeśli dane wydawnictwo podejmuje się promocji, reklamy itp., to musi wywiązać się z umowy. Ale wiecie jak przeważnie wygląda taka promocja? Wysyłają wydawnictwa emaila do różnych portali z prośbą by zapoznać się z książką, by zrobić jej recenzję. Odpowiedź jest w stylu, że skoro autor jest nieznany (nieważne, że książka super), to nie chce nam się tym zajmować. I takich emaili od różnych wydawnictw, portale dostają setki. Niestety autor debiutant jest przegrany na starcie. Nie bronię wydawnictw, ale sam się na tym przejechałem. Więc postanowiłem samemu zagłębić temat wydawania książek. I nie mam już złudzeń, że można przebić się z książką nie mając układów w mediach lub znanego nazwiska. Natomiast sama sprzedaż w internecie jest bez sensu jak dla mnie, bo w księgarni jak czytelnik otworzy książkę - to go zachęci bardziej zachęci do kupna. A życie książki w sprzedaży internetowej od dnia jej premiery, kończy się po 3 latach. Potem już schodzi parę sztuk zamiast tysięcy. Jest jeszcze opcja samemu wydać kilka tysięcy sztuk (lub dodrukowywać na czas), wynająć punkt sprzedaży lub podpiąć do kogoś. Ale potem dochodzą formalności - księgowość. Ale macie
Stan 2016-12-10 12:40:04
Źle mnie interpretujesz. Że niby chciałem zainteresować swoimi wierszami czytelników [czyli wypromować się ?]. Wszak wyrażam się wyraźnie,że chciałem [główne zamierzenie] poznać reakcję na swoje wiersze. Jednym słowem chciałem wiedzieć " na czym stoję ",jak ludzie reagują na moje wiersze...... I jak sądzę, dla większości nowych autorów jest to kluczowa informacja dla ich działań twórczych i biznesowych. Na podstawie takich informacji piszemy dalej ,lub sobie odpuszczamy, na podstawie takich informacji robimy "prywatnie" dodruki,lub nie,... Takie informacje można uzyskać w tani sposób, przy małych nakładach przez firmy wydawnicze -jeśli taki mają cel. Niestety,ale wydaje się,że głównym celem WFW jest zysk początkowy pobierany od autorów i zysk ze sprzedaży im ich dzieł.. Bo chwilowe wskazanie w internecie,że ktoś tam, może sobie zdalnie kupić wiersze nieznanego autora, o nieznanej treści....to więcej naigrywanie się z autora niż działania na jego korzyść.
hebanowy 2016-12-10 16:47:29
Rozumiem co masz na myśli, bo dla autora najważniejsze znaczenie ma odbiór jego książki, opinie zwykłych ludzi. Po to przecież on pisze, a nie do szuflady. Ja sobie postawiłem cel - dwie książki napisać. Uzyskać ocenę czytelników przynajmniej 7/10 punktów możliwych. Ale jeśli obie moje książki zostaną uznane za kiepskie tj. poniżej 7 punktów, to nie nadaję się jako pisarz. Będzie to dla mnie dowód, że nie nadaję się do tego, nie mam talentu.
Stan 2016-12-10 18:27:15
A niby jak mają autorzy WFW uzyskać te oceny jeśli książki nie trafiły na półki? O czym Ty piszesz?
Diki 2016-12-10 20:45:24
Co by nie mówić , nie ma usprawiedliwienia dla WFW. Nie ustawili się uczciwie do klientów, tylko zastosowali perfidną rozgrywkę psychologiczną. Oferta była taka, że każdego potencjalnego autora złapali na lep. W takie warunki jakie oferowali, mogli uwierzyć tylko laicy, a ludzie, którzy zajmują się rynkiem wydawniczym wiedzą co jest wykonalne- realne, a co nie. Moja książka od samego początku była nieosiągalna ( O szczegółach napiszę na drugi tydzień).
Podpisując umowę byłam świadoma, że nie zarobię na tym . Chciałam mieć swoją książkę wydaną przez profesjonalne wydawnictwo. W umowie była dystrybucja, co faktycznie było na tak dla tej firmy.Gdyby nie ten fakt, znalazłabym firmę bez tej usługi. Byłabym od samego początku świadoma rzeczywistości i kosztowałoby mnie to mniej. Taką ilość egzemplarzy jaką WFW sprzedało, też potrafiłabym . Poza tym według tego co Kaja pisze, nawet sprzedanej ilości nie rozliczyli z autorką. Kto wie ile faktycznie oni sprzedali książek. Uczciwości tak jest tyle ile "kot napłakał". Pozdrawiam
4
Diki 2016-12-11 14:37:18
Sorki. Wdarł się błąd. Ostatnie zdanie. - Uczciwości tam jest tyle ile "kot napłakał". Pozdrawiam
hebanowy 2016-12-11 19:48:35
Autorzy WFW mogą te oceny swych książek uzyskać przez księgarnie internetowe, bo niektóre przecież dają możliwość oceniania książek np. Empik, Bonito.
hebanowy 2016-12-11 20:05:30
Diki: jest tak jak napisałaś - ja, jako laik się na to złapałem na te warunki. Teraz, gdy zbadałem ten temat dokładnie, to w życiu bym tej umowy nie podpisał. Chyba że wydawnictwo w umowie zawarłoby następujące rzeczy: 1) wskazało i udokumentowało dokładną ilość wydrukowanych egzemplarzy, 2) na żądanie okazało mi faktury od dystrybutora dotyczące sprzedaży mej książki, po każdym cyklu rozliczeniowym, 3) jasno określiło jak będzie wyglądać promocja i w jakich miejscach, 4) określenie terminu wydania książki + kara umowna dla wydawnictwa jeśli by go nie dotrzymało np. 20 % ceny wydania książki - to by dyscyplinowało wydawnictwo , 5) w przypadku gdybym po wydaniu książki dostrzegł więcej niż 3 błędy w całej książce, wydawnictwo zwracałoby mi 10 % kosztu wydania książki, bo po to jest korekta dwukrotna, by książka została starannie wydana. Ale przypuszczam, że wydawnictwo nie chciałoby podpisać takiej umowy. Tak to wygląda, że firmy chcą się zabezpieczać, ale jak zwykły człowiek też chce, to mu stawiają ultimatum, że albo się zgadza na wszystko, albo nici z umowy.
1
Stan 2016-12-11 21:57:31
W Umowach używa się często określeń n.p. typu "Wydawnictwo ma prawo do dystrybucji..." I gdyby autor chciał podać ich wtedy do sądu [za brak sprzedaży], to twierdzą [mogą],że umowa daje im prawo,ale nie obowiązek... A w rozmowach,słownie opowiadają jaka to będzie piękna i wielka sprzedaż na terenie całego kraju ;[ Dodatkowo te umowy są bardzo nieeleganckie.Dają bardzo dużo przywilejów firmie, autorom dużo mniej,ale za to obowiązki i zakazy.
3
Zostaw swoją opinię o Warszawska Firma Wydawnicza S.C. Firma Wydawnicza Jarosław Wernik Majdecki Jan - Warszawa
test
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Warszawska Firma Wydawnicza S.C. Firma Wydawnicza Jarosław Wernik Majdecki Jan