brak logo

URBI-PROJEKT Ryszard Mendrok

Tychy

Opinie o URBI-PROJEKT Ryszard Mendrok

wszystkojedno 2010-01-12 18:10:04
a czy można dać ZERO? bo na więcej to biuro nie zasługuje.
anonim 2010-03-09 13:49:22
przed laty byłam tam na rozmowie, dano mi do zrobienia do domu wizualizację ich projektu,którą następnie im przesłałam po kilku dniach pracy ...i nawet dziękuję nie raczyli odpowiedzieć....bardzo niemiło to wspominam...a wizki za darmo dostali...pewnie tym sposobem obłowili się w mnóstwo darmowych renderów pod pozorem "rekrutacji"
pracowałem tam 2010-08-14 01:35:30
aż nasuwa sie na język ocena :"mniej niż zero"
praca w fatalnych warunkach, siedzisz jak w melinie bo nawet sprzątaczka tam nei zagląda, za minimalna stawkę. Wręcz rytuałem jest że przed 16tą dostaje się stos poprawek do naniesienia na już, więc można zapomnieć o wyjściu o czasie. A ulubinym można by stwierdzić hobby (usunięte przez administratora)jest utrudnianie życia, zwłaszcza jak chcesz sie zwolnić wcześniej, na bank zorganizuje ci czas że na pewno się nie wyrobisz. Do tego ze cofnie ci urlop i trzeba będzie go przesunąć, mimo zarezerwowania pobytu też trzeba się przyzwyczaić, bo koniecznie trzeba oddać projekt na już. Nie mówiac o takich atrakcjach, jak wieczne humorki i pretensje. Praca dla masochisty.
Marta 2012-10-30 07:05:27
To chyba najgorszy architekt z jakim miałam do czynienia. Takiego (usunięte przez administratora)a wobec klientów i pracowników nie spotkałam. Nie dość, że popełnił wiele kardynalnych błędów w projekcie, a urzędnik stwierdził braki podstawowych części dokumentacji budowlanej to jeścze wyzwał mnie od niedouczonych (usunięte przez administratora). Żałuję, że zapłaciłam za projekt przy zamawianiu bo nie dałabym ani grosza za takie "usługi".
Anna 2013-05-11 14:50:07
Pan (usunięte przez administratora) to najlepszy pracodawca jakiego można sobie wyobrazić. Uczynny, cierpliwy i wyrozumiały dla swoich pracowników. Często sam rezygnuje ze swojego zarobku żeby docenić i zmotywować swoich pracowników. Niestety zdarzają się zakompleksione leniwe nieroby, którym wszystkiego mało. Podczas gdy on załatwia sprawy na mieście z klientami te śmierdzące lenie siedzą sobie na internecie i wypijają kawę kupioną przez niego. Polecam wszystkim ambitnym architektom takiego szefa. Nie chcę tu być stronniczym więc nie będę go komplementować, ale to wspaniały uczciwy człowiek.
Demot 2013-07-23 16:03:07
To najlepszy pracodawca 2012 roku w Tychach. Dba o wypoczynek swoich pracowników więc nie ma żadnych nadgodzin. Poza tym nie trzeba wysilać się intelektualnie bo tylko nieznacznie modyfikuje wykonane już projekty. Szkoda tylko, że nie swoje. Z wynagrodzeniem też nie ma problemu. Po co ci wynagrodzenia skoro wystarczy zapomoga?
Danka 2013-09-12 11:05:34
Pracowałam tam bardzo dawno temu (tzn. około 15 lat temu), wówczas była świetna ekipa i zgrany zespół, były nadgodziny i problemy z płatnościami jednak jeszcze w miare do wytrzymania. Po nie zapłacaniu obiecanych dodatkowych pieniedzy za siedzenie po 10 - 12 godzin aby oddać projekt Browarów Tyskich większośc załogi się zwolniła. Od tego czasu ta pracownia to największe dno o jakim słyszałam. Kilku moich znajomych zaraz po studiach tam pracowało, żaden nie wytrzymał dłużej niż pół roku. Nadgodziny to nie norma, to obowiązek, niektórzy twierdzą że tam regularnie odbywa się praca 2-zmianowa. Nie ma żadnej regularności w płatnościach, wysokość pensji to raczej jałmużna. Sam właściciel (usunięte przez administratora), kiedyś może całkiem niezły architekt, a dziś bardziej (usunięte przez administratora), co innego mówi, co innego chce a na koniec i tak usłyszysz że jesteś niedoukiem i (usunięte przez administratora). Odradzam każdemu, który chce tam pracować!!! Lepiej iść gdziekolwiek i projektować behaton na podjazdach niż tam!!!
1
PanNaTychach 2013-12-01 01:22:21
Szczerze mowiac myslalem ze ta firma upadla. Nie maja nawet stony internetowej, pewnie z powodu skapstwa wlasciciela. Jesli ktos mysli o studiowaniu architektury bo wydaje mu sie ze architekci maja fajna prace i zarabiaja gory pieniedzy to niech sie tam zalapie na staz.
johnny 2014-04-09 23:18:39
W ogóle spójrzcie na liczbę gwiazdek przy ocenie profilu URBI-PROJEKT Ryszard Mendrok na goworku, całe jeden, to chyba o czyms świadczy.
gocha 2014-08-31 11:28:37
Do pracy dostać się łatwo. Rotacja w biurze jest tak duża że co chwilę ktoś jest potrzebny. Nadgodziny są codzienną normą, a że normą to o dodatkowej zapłacie zapomnij. Jak jest obecnie nie wiem, parę lat temu system był taki że tuż przed 16 przychodził pan właściciel oznajmić że jesteś nieukiem i tumanem i oto lista poprawek do wniesienia na dziś. (Wydruki z poprawkami do zostawienia na biurku przed wyjściem). Osoby o "stalowej" psychice albo te z nożem na gardle pewnie zostaną na dłużej, inne przygodę zakończą po kilku miesiącach. Szarpaniny (ba, walki) o zapłatę zdarzały się nie sporadycznie a co miesiąc. Może obecnie jest lepiej, ale etap na którym było to biuro podczas mojej tam bytności scharakteryzowałabym jako rozkład totalny. Ewakuowałam się jak tylko znalazłam inną pracę, a zaczęłam jej szukać już po dwóch tygodniach tam.
Mocyk 2015-01-25 01:18:39
A co takiego jest w URbi-projekt, że uważacie, że ktoś może tego nie wytrzymać? Branża budowlana nie należy do najlżejszych, ale jeżeli już ktoś ją wybrał to chyba powinien wiedzieć czego się spodziewać - nie sądzicie? Myślę, że okazując odpowiednie zaangażowanie można liczyć na właściwe traktowanie, czy jednak właściciel ma inne 'pojęcia' dobrego traktowania pracowników?
1
Dorota 2015-01-28 09:26:33
Panie "Mocyk" (a co to? ksywa ze studiów czy pseudonim z UB?). Takie dyrdymały wobec chamstwa i poniżania ludzi w pracy są chybionym argumentem. Każdy ma swoją godność. "Takie szmaty" jak młodzi architekci też.
Mirek 2015-07-09 04:48:08
Potwierdzam złą sławę tego biura. Pan Ryszard to człowiek z gumy pod względem elastyczności w swoich obietnicach i ustaleniach. Swoich pracowników traktuje jak niewolników. Architektura cały czas pstrokata choć ostatnio przeniósł się do całkiem ciekawego budynku na ul. Nowej. Byłem świadkiem jak klient chwalił go za nowoczesny projekt. Tylko niestety to nie jest jego projekt! Wprowadził biuro do budynku zaprojektowanego przez innego architekta. To jest jakiś sposób na poprawę wizerunku. Ciekawe co na to autorzy wspomnianego budynku (biuro projektów PlugStudio).
1
Mariola 2015-08-17 07:06:31
To jedno z najlepszych biur architektonicznych w Polsce, zarówno pod wzlędem jakości i awangardowości projektów jak i atmosfery w pracy. Jedynie skończeni idioci i partacze mogą narzekać na warunki pracy. Nie ma mowy o jakimkolwiek mobingu, ale jeśli jakaś kretynka nie potrafi nawet ustawić grubości linii do wydruku, albo nie poprawia setki razy zgłaszanych błędów to chyba zasługuje na kilka słów uświadamiająchych jej głupotę.
mateo 2015-12-01 00:41:35
Biuro jak biuro pracuje tam do ponad pół roku, ciekawe projekty architektoniczne, dużo pracy, ja zdobywam tu ciekawe doświadcznenia
xavery 2015-12-01 01:20:16
mam pewność że tak będzie bo

a) będzie opowiadał o Biblii
b)będzie długi
c)będzie rozważaniem sensu w okrucieństwie

nawet jeśli ambicja każe ci to czytać bo sprowokowałem ją tytułem to sobie daruj, zwykle czytasz krótkie informacje a ta będzie długa, nudna i wymagająca myślenia, myślenie zaś boli wiec może porzuć dumę i sie nie przemęczaj

nie dodam w tym tekscie żadnego kolorowego obrazka po to by zwrócił uwagę kogokolwiek, nie będzie krótkim fotoblogowym wpisem co to się rzuca w oczy i można zaraz o nim zapomniec a główka jak była pusta tak jest

dziś znalazłem demota z wypowiedzia Lema, coś w stylu że dopóki nie zaczał siedziec w sieci to nie przypuszczał ilu idiotów jest na świecie, świeta prawda jesli się patrzy lub czytac cos z tekstów nowoczesnej młodzieży, w tym środowisku króluje bezmyślnośc, tępota umysłowa, powtarzanie bezrefleksyjne i frazes, w dodatku nikt nawet nie postara się wpisać czegokolwiek w wikipedie by sprawdzić czy to na pewno racja

zresztą sam niestety pod wpływem sieci łapie sie na tym że powtarzam głupoty, ostatnio chyba na temat autorstwa pewnego wiersza Miłosza co niekonicznie było prawdą, z kim poprzestajesz takim się stajesz niestety

jełsi wiec mimowszystko to czytasz i uznałeś/łaś że cię obrażam posądząjąc o głupote to tak naprawd [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] mnie to obchodzi, nie mam teraz ochoty na okres miłości dla zwierząr, postanowiłem napisac coś dłuższego a nie podlizać się komukolwiek

i wogóle nie mam zamiaru poprawiać mojej karygodnej internetowej ortografii, robię błędy bo widze klawiaturę a nie to co piszę, owszem gdzybym wrócił i to czytał to i może bym poprawił ale szczerze mówiąc wisi mi to, jestem wzrokowcem a klawiatura nie pozwala mi na poprawianie, strata czasu

kiedyś nie brakowało mi cierpliwości by się na pewnym forum zabawiać w pokazywanie głupoty panom racjonalistom, niesamowita byla ich niewiedza i niechęc do czytania czegoś poza swoimi tekstami, w końcu mnie zablokowali bo psułem im dobre o sobie mniemanie, a dzis na fali tego sentymentu napisze parę słów o Biblii

ilekroć dyskutuje z kimkolwiek o niej trafia mnie z nerwów bo słysze bzdury, przeinaczenia, interpretacje dowolne, koszmar,zreszta mam za swoje, dopiero od roku na poważniej się w jej tekst wczytuje i przecież sam bym kiedyś to powtarzał czym raczą mnie moi rozmówcy, te wszystkie frazesy, bzdury, przeinaczenia itp


ale o czym to ja chciałem? no oczywiście wypłoszyć róznego rodzaju osoby w stylu - mam swoje zdanie i kazdy ma prawo myśłec co mu sie podoba - panów Nergali róznej maści, agnostyków pseudofilozoficznych itp, nie żebym się uważał za mądrego czlowieka, gdzieby tam, ale jak to mówił sokrates ja przynajmniej wiem że jestem głupi a oni sobie z tego nie zdają sprawy

historie ktora chce przedstawić i nad którąc chciałbym się zastanowić poznałem przypadkiem, czytaliście Hamleta? (czyta to ktoś?) Hamlet w pewnym momencie mówi do Ojca ofelii o córce Jeftego, ze słów Hamleta wynika że coś dzieje się z córką Jeftego niedobrego a te słowa należy odnieść własnie do Ofelii i jej ojca, Ofelia jak wiecie ma potem w dramacie zfiksowac i się utopić

sprawdziłem wiec kim jest ów Jefte i co za historia jest z jej córką

historie Jeftego i jego córki znajdziecie w Ks Sędziów 11 i 12 rozdział, Jefte jest synem niewolnicy, którego jego bracia z prawego łożą wygnali i pozbawili spadku, w tym czasie plemie Izraela było przesladowane przez Ammonitów, prześladowane to pewnie mało powiedziane, jest to efekt gniewu Bożego, Izrraelici odwrócili się od Boga i łamiąc pierwsze przykazanie oddawali cześc drewnianym posągom, Bóg wiec zesłał na nich karę czyli zbrałto co im dał, ziemie i powodzenie, nastały czasy przesladowania wiec Izraelici zwrócili się do Boga prosząc o przebaczenie, On odpowiada że ma już dośc ich nieprawości i nie wybaczy im tego, jednak Izraelici wyrzucają stele i aszery obcych bóstw i się poprawiaja wiec Bóg im przebacza,

dalej pojawia sie Jefte którego starszyzna poprosiła o powrót do domu i objecie przywódzctwa, Biblia nie opisuje jego czynów ale musiał byc naprawde sławnym wodzem skoro po niego posłali na wygnanie i skoro zapomnieli czyim jest synem, Jefte się zgadza, wraca do domu i wysyła list do króla Amonitów w którym tłumaczy dlaczego nie powinien atakować Izraelitów, tamten nie uznaje słuszności tych spraw, ale list pokazuje że Jefte nie jest monoteistą uznaje Jahwe za największego boga ale nie jedynego, Jefte zbiera armie i pokonuje Amonitów ale składa przysiegę, w podziece za zwyciestwo jesli Bóg na nie pozwoli złoży w ofierze pierwsza osobe ktora wyjdzie go powirać, zwyciestwo jak juz pisalem było wiec Jefte wraca do domu, i na powitanie pierwsza wybiega mu córka, jedyne ukochane dziecko, Jefte mówi jej o przysiedze a ona prosi tylko o dwa mie
tomek 2015-12-01 01:23:16
Pewna dobra kobieta bardzo pragnęła mieć maleńkie dziecko, ale nie wiedziała, skąd by je wziąć. Poszła więc do czarownicy i rzekła:
2
— Tak bym chciała mieć malutkie dziecko. Powiedz mi, co tu robić, żebym je miała?
3
— O! To nietrudno — odpowiedziała czarownica — mogę ci doskonale poradzić. Masz tu ziarnko jęczmienia — ale to nie jest takie zwyczajne ziarnko, które sieją w polu albo sypią kurom na pokarm; zasadź je starannie w doniczce do kwiatów, a zobaczysz, co z tego będzie.
4
— Dziękuję — rzekła poczciwa kobieta i zapłaciła jędzy dziesięć groszy, bo tyle to ziarnko kosztowało.
5
Po powrocie do domu, zasadziła je starannie w doniczce od kwiatów i zaraz pokazała się mała roślinka, okryła się pięknymi listkami, a w środku wyrósł jakiś kwiat złotopurpurowy, podobny do tulipana, tylko zamknięty jak pączek.
6
— Cóż to za prześliczny kwiat! — rzekła kobieta i tak była zachwycona, że całowała złote i czerwone płatki. W tej samej chwili jednak kwiat z wielkim łoskotem otworzył się i w środku, na zielonym dnie kielicha, gdzie zwykle mieści się słupek kwiatowy, stała sobie prześliczna mała dziewczynka.
7
Nazwali ją Calineczką, gdyż była maluchna jak młoda pszczółka, tylko daleko zgrabniejsza.
8
Kobieta wzięła zaraz łupinkę orzecha, ażeby w niej urządzić kolebkę dla swego dzieciątka; fiołkowe płatki posłużyły za sienniczek, a jeden płatek róży za kołderkę.
9
W nocy Calineczka spała wybornie, a w dzień się bawiła na stole. Dobra kobieta postawiła na nim talerz z wodą, otoczony wiankiem kwiatów, których łodyżki były zanurzone w wodzie; listek tulipana zastępował łódkę, dwa pręciki kwiatowe stanowiły wiosła, i Calineczka pływała sobie po talerzu od jednego brzegu do drugiego. Ślicznie to wyglądało!
10
Umiała też śpiewać i tak ładnie, że nie można tego opisać.
11
Jednego razu w nocy, kiedy Calineczka spała sobie spokojnie w kołysce na stole, przez wybitą szybkę wskoczyła do pokoju ropucha. Szkaradne to było stworzenie: ciężkie, grube, mokre — i bardzo ciekawe. Zaraz spostrzegła Calineczkę, śpiącą pod różanym płatkiem.
12
— Hm, hm! — mruknęła — bardzo ładna żona dla mojego synka.
13
I razem z kołyską zabrała dziecinę, wyskoczyła do ogrodu i zaniosła ją do swego mieszkania.
14
Znajdowało się ono w czarnym, gęstym błocie nad strumieniem. Syn ropuchy brzydszy był jeszcze od matki, chociaż bardzo do niej podobny. — Koak, koak, brekekeks! — tyle tylko umiał powiedzieć, gdy ujrzał Calineczkę.
15
— Nie mów tak głośno — szepnęła mu matka — obudzisz ją i może nam uciec, bo jest lekka jak puszek łabędzi. Trzeba ją przenieść na liść wodnej lilii, aż na środek strumyka. Tam będzie jak na wyspie, a tymczasem przygotuję dla was mieszkanie w głębi błota.
16
Po powierzchni strumienia pływały zielone, okrągłe liście wodnych lilii. Ropucha wybrała największy, który zarazem leżał najdalej od brzegu, i na nim umieściła łupinę orzecha ze śpiącą Calineczką.
17
Kiedy dziewczynka zbudziła się rano i zobaczyła, gdzie jest, zaczęła płakać. Wokoło była woda głęboka, ani sposób dostać się z listka do brzegu.
18
A ropucha tymczasem urządzała w głębi błota mieszkanie dla młodej pary. Przyozdobiła ciemną i szkaradną jamkę trzciną i wodnymi roślinami, ażeby się synowej podobała, popłynęła wraz z synem do listka, aby przenieść kolebkę panny młodej.
19
Ujrzawszy Calineczkę, ukłoniła jej się w wodzie bardzo głęboko i rzekła chrapliwym głosem:
20
— Oto mój syn, mościa panno; zamierza ożenić się z tobą i właśnie urządzamy wam wspaniałe mieszkanie w głębi błota.
21
— Kok, koak, breke-ke-keks — powiedział syn ropuchy.
22
Zabrali piękną kołyseczkę i odpłynęli znowu, a Calineczka usiadła na liściu i płakała okropnie, bo nie chciała mieszkać u brzydkiej ropuchy i być żoną jej syna.
23
Małe rybki, co pływały w wodzie koło listka, słyszały całą przemowę ropuchy, a teraz im przykro było słuchać płaczu dziecka. Więc wychyliły główki nad powierzchnię wody, aby zobaczyć młodą narzeczoną; ale na widok prześlicznej dziewczynki tak im się jej żal zrobiło, że postanowiły ją obronić.
24
— Nie bój się — powiedziały — nie dostanie cię brzydka ropucha.
25
Zebrały się wszystkie razem dookoła łodyżki, na której się trzymał listek, i przegryzły go ostrymi ząbkami. Listek popłynął z prądem strumyka daleko, i ropucha już go dogonić nie mogła.
26
Calineczka cieszyła się bardzo z tej podróży. Wszystko bawiło ją niezmiernie: mijała wsie i miasta, łąki, pola, lasy, a ptaki na gałązkach przyglądały jej się i śpiewały wesoło:
27
— Patrzcie, patrzcie tylko, jaka prześliczna dziewczynka! A jaka malusieńka!
28
Calineczka uśmiechała się do nich nawzajem, ale listek płynął dalej, aż do innego kraju.
29
Pr
roman 2015-12-01 01:25:21
Zimno było, śnieg padał, ściemniało się coraz bardziej, wieczór się zbliżał. Ostatni dzień roku skończy się niedługo.
2
Zima. Przez ulice zasypane śniegiem, w zmroku idzie dziewczynka bosa, z gołą głową i coś niesie w fartuszku. Dlaczego bosa? To cała historia. Rano miała pantofle, stare i zniszczone, za duże na nią, stare pantofle matki, ale je pogubiła. Dwa powozy nadjeżdżały właśnie z stron przeciwnych, a ona chciała prędko przebiec przez ulicę; biegła co sił, słyszała straszny tętent kopyt, turkot kół, tuż za nią — ach, uciekła przecież, ale boso. Jeden pantofel tak zginął, że go nie mogła znaleźć wśród ciemności, a drugi porwał jakiś chłopiec i ze śmiechem uciekł daleko.
3
Więc szła boso biedna dziewczynka po śniegu, a nogi jej zsiniały i poczerwieniały. Jedną ręką ściskała czerwony fartuszek, w którym niosła kilkanaście paczek zapałek na sprzedaż, a w drugiej ręce miała jedną paczkę i tę podsuwała nieśmiało przechodniom, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Ale nikt po nią nie sięgnął, nikt dzisiaj nic nie kupił jeszcze od dziewczynki, nie miała ani grosika zarobku.
4
Drżała z zimna i głodu, idąc z wolna przez ulice, podobniejsza do cienia, niż do żywego dziecka. Białe płatki śniegu osiadały jej na długich, jasnych włosach, które ciepłym płaszczem osłaniały plecy i szyję dziewczynki. Ładnie jej było w tym złocistym płaszczu ze srebrzystymi gwiazdami nad czołem, lecz nie myślała o tym. Więcej zajmował ją przyjemny zapach pieczonej gęsi, który co chwila uderzał jej głodem zaostrzone powonienie. Ludzie żegnali stary rok wesoło, a ona taka głodna i zziębnięta….
5
Usiadła wreszcie. Tak była zmęczona, że nie mogła iść dalej. Osiadła w kąciku między dwoma domami, z których jeden więcej występował na środek ulicy. Ciemno tu było, więc nikt jej nie widział. Zresztą tak się skuliła, skryła pod spódniczkę zziębnięte nogi, ażeby je rozgrzać… Ale jakże się rozgrzać na śniegu i mrozie? A do domu wrócić nie miała odwagi: nie sprzedała ani jednego pudełka, jakże wracać bez pieniędzy? Ojciec czy ojczym obiłby ją pewno… A zresztą czyż tam cieplej? Wiatr mroźny świszcze przez otwory w dachu, choć zatkali największe słomą i gałganami. Nie ma po co wracać do domu.
6
Zziębnięte ręce skostniały jej prawie, nie ma siły utrzymać w nich paczki zapałek. A gdyby zapaliła jedną dla rozgrzania? Tylko jedną zapałkę.
7
Na wspomnienie ciepła już nie ma siły oprzeć się pokusie. Jedna zapałka tylko. Wyjmuje ostrożnie, trzask… i płonie! Cóż za wesołe światło, jasne i ciepłe, ach, jak grzeje w ręce! Cudowny płomyk!
8
Wydało jej się nagle, że siedzi przed ciepłym, żelaznym piecem na świecących nóżkach, z mosiężnymi drzwiczkami. Ach, jak ciepło! Jak grzeje duży, jasny płomień, jak wesoło się pali! Wyciągnęła nóżki spod cienkiej sukienki, aby je ogrzać także, lecz w tej samej chwili — zapałka zgasła; zniknął piec żelazny i wesołe ognisko, a w ręce dzieciny pozostał tylko maleńki kawałek spalonego drewienka.
9
Dziewczynka zapaliła drugą bez namysłu. Jasne światełko padło na mur szary, który w tym miejscu stał się przezroczysty, niby muślin cieniutki. I ujrzała w głębi duży, jasny pokój, stół nakryty czystym, bielutkim obrusem, na nim talerze, szklanki, a na samym środku ogromna gęś pieczona na półmisku, pachnąca, nadziewana jabłkami, śliwkami. Gęś poruszyła się nagle, zeskoczyła na ziemię z nożem i widelcem w zarumienionej piersi i zaczęła posuwać się w stronę dziewczynki…
10
Wtem zapałka znów zgasła i zamiast ciepłego pokoju, dziecko miało przed sobą mur szary, wilgotny i ciemny.
11
Śpiesznie zapaliła trzecią. Płomyk strzelił w górę, zamigotał i rozprysnął się na wszystkie strony, iskrząc się w powietrzu niby świeczki na choince. Ach, choinka! Tuż przed nią stoi wspaniała, wielka, jaśniejąca światłami, piękniejsza i strojniejsza od tej, którą widziała przez szklane podwoje w mieszkaniu bogatego kupca. Ileż świeczek! Tysiące! Takie ciepłe, jasne. Dziewczynka wyciągnęła ku nim obie rączki… a wtem zapałka zgasła. Ale maleńkie iskierki unosiły się w górę, coraz wyżej, wyżej i zajaśniały między gwiazdami na niebie. Och, jedna spadła, i smuga ognista zagasła za nią.
12
— Ktoś umarł — cicho szepnęła dziewczynka, bo słyszała od babki, którą kochała bardzo, że kiedy gwiazda spada, to dusza człowieka odlatuje z ziemi do nieba.
13
Znów zapłonęła zapałka i w świetle, które zajaśniało, dziewczynka ujrzała tę najdroższą babunię, całą jaśniejącą ciepłym, łagodnym blaskiem. Staruszka z miłością patrzała na wnuczkę, uśmiechała się do niej.
14
— O, babciu, weź mnie z sobą! — zawołało dziecko. — O, weź mnie, babciu! Ja wiem, że ty znikniesz, skoro zapałka zgaśnie, jak zniknął piec ciepły, gęś i choinka. O, nie znikaj, babciu!
15
Drżącą z pośpiechu i mrozu rączyną zapaliła dziewczynka całe pudełko od razu, tak bardzo chciała zatrzymać babunię. I buchnął jasny płomień, jaś
zebra 2015-12-01 01:26:46
Rosła w lesie choinka, mała, ale śliczna. Miała też dobre miejsce: dużo powietrza, słońca i przyjemne towarzystwo starszych od siebie jodełek i sosen. Dobrze jej było, a jednak marzyła ciągle tylko o tym, aby wyrosnąć i być dużą, wielką. Nic jej przeto nie cieszyło: ani piękne słońce, ani powietrze czyste i pachnące, ani zabawy dzieci wiejskich, które przychodziły tu zbierać jagody. Biegały wtedy, śmiejąc się, dokoła drzewka, rozmawiały wesoło, albo siadały z pełnym garnuszkiem na ziemi i nawlekały czerwone poziomki niby korale na cieniutką słomkę.
2
— Jaka ta mała choinka prześliczna — mówiły często, ale drzewko tylko się o to gniewało.
3
— Długo też jeszcze będę taka mała? — myślało sobie.
4
Gdyby umiało westchnąć, pewno by wzdychało, ale na to było za wcześnie.
5
W następnym roku było znacznie większe. I znowu rok upłynął, i znowu przybyło mu gałęzi i wysokości. Aż poweselało.
6
— Ach, jakbym chciała już być taka duża jak inne drzewa! — mówiło do siebie. — Wtedy bym rozpostarła szeroko konary, a z wierzchołka mogłabym patrzeć w świat daleko! Ptaki słałyby gniazda na moich gałęziach, które kołysałabym poważnie, wspaniale, z każdym powiewem wiatru! Tak jak inne drzewa.
7
I znów zaczęło tęsknić i martwić się o to, że tak powoli rośnie. Nie cieszyło go ani słonko jasne, ani wesołe ptaki, ani purpurowe i złote chmurki wieczorem i rano po błękitnym niebie płynące.
8
Potem nadeszła zima i śnieg biały grubo pokrył dokoła ziemię, iskrząc się w słońcu jak drobne diamenty. Wówczas choinka zmniejszyła się bardzo, zaledwo wystawała z tej białej pierzynki i nieraz się zdarzyło, iż zając przeskoczył ją w biegu. O, wtedy była strasznie oburzona!
9
Dwie zimy upłynęły znów, ale na trzecią zimę była już taka wysoka, że zające musiały obiegać ją wkoło. To było dla niej wielką przyjemnością.
10
— Ach, rosnąć, rosnąć, rosnąć! — powtarzała. — Być wielką i wspaniałą, to jedyna rozkosz, której pragnę bezustannie.
11
W jesieni zwykle zjawiali się drwale z mocnymi siekierami i padały wtedy najpiękniejsze jodły i sosny. Powtarzała się ta historia każdego roku, a młode drzewka drżały, patrząc na to. Bo też widok był smutny. Najwspanialsze drzewa z trzaskiem, z łoskotem padały na ziemię, obcinano im piękne, zielone konary i stawały się dziwnie długie, wąskie, nagie; prawie nie można ich było już rozpoznać. Następnie ludzie kładli je na wozy i wywozili z lasu, nie wiadomo dokąd.
12
Co się potem z nimi działo?
13
Kiedy jaskółki wróciły na wiosnę i poważne bociany, drzewka dopytywały ich ciekawie:
14
— Czy nie wiecie, gdzie się znajdują nasze siostry? Dokąd je wywieziono? Czyście spotkały je w drodze?
15
Jaskółki nie wiedziały o niczym, lecz bocian jeden zastanowił się nad tym pytaniem, a pomyślawszy chwilkę, skinął głową:
16
— Tak, tak, widziałem. Widziałem na morzu wielkie okręty, kiedyśmy leciały z Egiptu. Na okrętach wznosiły się maszty olbrzymie: to one były! Poznałem nasze drzewa po zapachu. Trzeba im powinszować: po królewsku wyglądały!
17
— Ach, kiedyż ja wyrosnę tak wysoka, żebym mogła pływać po morzu! — zawołała z żalem sosenka. — Ale co naprawdę znaczy morze i jak ono wygląda?
18
— Za długo byłoby ci tłumaczyć takie rzeczy, moja droga — rzekł bocian i oddalił się poważnie.
19
Promienie słońca serdecznym uściskiem objęły młode drzewko.
20
— Nie marz o dalekiej wielkości — mówiły — ciesz się tym, co posiadasz. Dziękuj Bogu za młodość, za siły, za zdrowie, za życie, które w tobie krąży.
21
Wietrzyk całował ją i pieścił zielone jej igły; rosa płakała nad nią; ale drzewko nie rozumiało tego wcale.
22
Przyszła zima.
23
Około świąt Bożego Narodzenia znowu schodzili się do lasu ludzie i wycinali teraz małe drzewka, nieraz mniejsze i młodsze od naszej choinki. Patrzyła ona też na nie z zazdrością: jadą w świat, tak daleko! Nikt nie obcina im pięknych gałęzi, wywożą je wraz z nimi, takie śliczne, świeże!
24
— I dokąd je wywożą? I dlaczego? Są między nimi zupełnie maleńkie i dlaczego nie obcinają im gałęzi?
25
— My to wiemy! My to wiemy! — zaświergotały wróble. — Widziałyśmy je tam w mieście przez okna. Wiemy, dokąd one jadą. Świetny los je czeka, coś nadzwyczajnego! Tego nawet dobrze opisać nie można. Widziałyśmy je same przez okna: rosną tam na środku ciepłego pokoju, ozdobione świeczkami, błyskotkami, rumianymi jabłkami, piernikami. Ach, co za los wspaniały!
26
— A potem? — rzekło drzewko, drżąc z ciekawości i wzruszenia. — Cóż się potem z nimi dzieje?
27
— Więcej nic nie widziałyśmy. Ale to było prześlicznie, prześlicznie!
28
— Ach, jakżebym pragnęła doczekać się takiego szczęścia! — westchnęło z żalem drzewko wszystkimi igłami. — To piękniejsze jeszcze niż podr
adrian 2015-12-01 08:23:33
Nie wiem jak wy ale ja mam wrazenie ze to tu troszke nie ma sensu....NO bo po co jesli jestes zadowlomy to prezciez tu chyba nie piszesz...



zalozmy taka sytuacje...

dwoch facetow przychodzi na diewczyny do baru...

siedza przy barze

ale nikt nie podchodzi


w kocu jeden nie wytrzymuje


i pyta kelnera



















dlaczego mnie nikt nie obsluguje



ten na to troszke zdzowiony








tu przeciez jest samoobsluga










jednak ten drugi nie daje za wygrana





jak samoobsluga











no tak odpowoiada kelner








w naszym barze jes samoobsluga








pierwszy mowi ze zawsze w wbrach go obsluguja dlaczego tu mia byc samoobsluga







kelner lekkko zdziwiony







no przeciez nazywamy sie bar samoobslugowy





pierwszy jednak nie daje za wygrana





skoroo nazywasz sie tak t





to nie oznzacz ze jest u was samoobsluga





nazwa ptrzreciez nie musi byc adekwatna






poprosili manager





ta przychodzi i pyta






co panowie sie dzieje





a oni na to ze dlaczego w nazwie jest samoobsluga




a ona im na to ze tak wymysli wlasciice





wiec chlopaki zdziwieni







o co chodzi z tym






















manager odpwoada ze w okolicy sporo barow i niektore sa takie a niekytore takie





chlopaki jednak nie dawali za wygran













po pewnym czasie podeszli do baru





i dokonali zakupu

sara 2015-12-01 08:35:10
jestem tu i wczotraj etez bylam

cikawe miejsce

aam 2015-12-01 08:36:11

dlaczego mnie nikt nie obsluguje



ten na to troszke zdzowiony








tu przeciez jest samoobsluga










jednak ten drugi nie daje za wygrana





jak samoobsluga











no tak odpowoiada kelner








w naszym barze jes samoobsluga








pierwszy mowi ze zawsze w wbrach go obsluguja dlaczego tu mia byc samoobsluga







kelner lekkko zdziwiony







no przeciez nazywamy sie bar samoobslugowy





pierwszy jednak nie daje za wygrana





skoroo nazywasz sie tak t





to nie oznzacz ze jest u was samoobsluga





nazwa ptrzreciez nie musi byc adekwatna






poprosili manager





ta przychodzi i pyta






co panowie sie dzieje





a oni na to ze dlaczego w nazwie jest samoobsluga




a ona im na to ze tak wymysli wlasciice





wiec chlopaki zdziwieni







o co chodzi z tym






















manager odpwoada ze w okolicy sporo barow i niektore sa takie a niekytore takie





chlopaki jednak nie dawali za wygran













po pewnym czasie podeszli do baru





i dokonali zakupu

Kurs kucharski I i II stopnia - 140h Zaświadczenie MEN
Kurs kucharski I i II stopnia - wyjazdowy 2 tygodniowy z wyżywieniem i zakwaterowaniem 140h
Kurs kelner I i II stopnia 90h już od 549zł
Kurs cukierniczy I i II stopnia 90h
Kurs Barman-Blender I i II stopnia 30h
Zobacz wszystkie! (202)
zdjecie uzytkownika
asia - 2015-12-01 08:26:59 odpowiedz | pomocna opinia: +1 (0)





















s





































































d





















































a






















a































s
























s



























d

















reks 2015-12-03 10:07:59
Rosła w lesie choinka, mała, ale śliczna. Miała też dobre miejsce: dużo powietrza, słońca i przyjemne towarzystwo starszych od siebie jodełek i sosen. Dobrze jej było, a jednak marzyła ciągle tylko o tym, aby wyrosnąć i być dużą, wielką. Nic jej przeto nie cieszyło: ani piękne słońce, ani powietrze czyste i pachnące, ani zabawy dzieci wiejskich, które przychodziły tu zbierać jagody. Biegały wtedy, śmiejąc się, dokoła drzewka, rozmawiały wesoło, albo siadały z pełnym garnuszkiem na ziemi i nawlekały czerwone poziomki niby korale na cieniutką słomkę.
2
— Jaka ta mała choinka prześliczna — mówiły często, ale drzewko tylko się o to gniewało.
3
— Długo też jeszcze będę taka mała? — myślało sobie.
4
Gdyby umiało westchnąć, pewno by wzdychało, ale na to było za wcześnie.
5
W następnym roku było znacznie większe. I znowu rok upłynął, i znowu przybyło mu gałęzi i wysokości. Aż poweselało.
6
— Ach, jakbym chciała już być taka duża jak inne drzewa! — mówiło do siebie. — Wtedy bym rozpostarła szeroko konary, a z wierzchołka mogłabym patrzeć w świat daleko! Ptaki słałyby gniazda na moich gałęziach, które kołysałabym poważnie, wspaniale, z każdym powiewem wiatru! Tak jak inne drzewa.
7
I znów zaczęło tęsknić i martwić się o to, że tak powoli rośnie. Nie cieszyło go ani słonko jasne, ani wesołe ptaki, ani purpurowe i złote chmurki wieczorem i rano po błękitnym niebie płynące.
8
Potem nadeszła zima i śnieg biały grubo pokrył dokoła ziemię, iskrząc się w słońcu jak drobne diamenty. Wówczas choinka zmniejszyła się bardzo, zaledwo wystawała z tej białej pierzynki i nieraz się zdarzyło, iż zając przeskoczył ją w biegu. O, wtedy była strasznie oburzona!
9
Dwie zimy upłynęły znów, ale na trzecią zimę była już taka wysoka, że zające musiały obiegać ją wkoło. To było dla niej wielką przyjemnością.
10
— Ach, rosnąć, rosnąć, rosnąć! — powtarzała. — Być wielką i wspaniałą, to jedyna rozkosz, której pragnę bezustannie.
11
W jesieni zwykle zjawiali się drwale z mocnymi siekierami i padały wtedy najpiękniejsze jodły i sosny. Powtarzała się ta historia każdego roku, a młode drzewka drżały, patrząc na to. Bo też widok był smutny. Najwspanialsze drzewa z trzaskiem, z łoskotem padały na ziemię, obcinano im piękne, zielone konary i stawały się dziwnie długie, wąskie, nagie; prawie nie można ich było już rozpoznać. Następnie ludzie kładli je na wozy i wywozili z lasu, nie wiadomo dokąd.
12
Co się potem z nimi działo?
13
Kiedy jaskółki wróciły na wiosnę i poważne bociany, drzewka dopytywały ich ciekawie:
14
— Czy nie wiecie, gdzie się znajdują nasze siostry? Dokąd je wywieziono? Czyście spotkały je w drodze?
15
Jaskółki nie wiedziały o niczym, lecz bocian jeden zastanowił się nad tym pytaniem, a pomyślawszy chwilkę, skinął głową:
16
— Tak, tak, widziałem. Widziałem na morzu wielkie okręty, kiedyśmy leciały z Egiptu. Na okrętach wznosiły się maszty olbrzymie: to one były! Poznałem nasze drzewa po zapachu. Trzeba im powinszować: po królewsku wyglądały!
17
— Ach, kiedyż ja wyrosnę tak wysoka, żebym mogła pływać po morzu! — zawołała z żalem sosenka. — Ale co naprawdę znaczy morze i jak ono wygląda?
18
— Za długo byłoby ci tłumaczyć takie rzeczy, moja droga — rzekł bocian i oddalił się poważnie.
19
Promienie słońca serdecznym uściskiem objęły młode drzewko.
20
— Nie marz o dalekiej wielkości — mówiły — ciesz się tym, co posiadasz. Dziękuj Bogu za młodość, za siły, za zdrowie, za życie, które w tobie krąży.
21
Wietrzyk całował ją i pieścił zielone jej igły; rosa płakała nad nią; ale drzewko nie rozumiało tego wcale.
22
Przyszła zima.
23
Około świąt Bożego Narodzenia znowu schodzili się do lasu ludzie i wycinali teraz małe drzewka, nieraz mniejsze i młodsze od naszej choinki. Patrzyła ona też na nie z zazdrością: jadą w świat, tak daleko! Nikt nie obcina im pięknych gałęzi, wywożą je wraz z nimi, takie śliczne, świeże!
24
— I dokąd je wywożą? I dlaczego? Są między nimi zupełnie maleńkie i dlaczego nie obcinają im gałęzi?
25
— My to wiemy! My to wiemy! — zaświergotały wróble. — Widziałyśmy je tam w mieście przez okna. Wiemy, dokąd one jadą. Świetny los je czeka, coś nadzwyczajnego! Tego nawet dobrze opisać nie można. Widziałyśmy je same przez okna: rosną tam na środku ciepłego pokoju, ozdobione świeczkami, błyskotkami, rumianymi jabłkami, piernikami. Ach, co za los wspaniały!
26
— A potem? — rzekło drzewko, drżąc z ciekawości i wzruszenia. — Cóż się potem z nimi dzieje?
27
— Więcej nic nie widziałyśmy. Ale to było prześlicznie, prześlicznie!
28
— Ach, jakżebym pragnęła doczekać się takiego szczęścia! — westchnęło z żalem drzewko wszystkimi igłami. — To piękniejsze jeszcze niż podr
sebik 2015-12-03 10:11:06
Rosła w lesie choinka, mała, ale śliczna. Miała też dobre miejsce: dużo powietrza, słońca i przyjemne towarzystwo starszych od siebie jodełek i sosen. Dobrze jej było, a jednak marzyła ciągle tylko o tym, aby wyrosnąć i być dużą, wielką. Nic jej przeto nie cieszyło: ani piękne słońce, ani powietrze czyste i pachnące, ani zabawy dzieci wiejskich, które przychodziły tu zbierać jagody. Biegały wtedy, śmiejąc się, dokoła drzewka, rozmawiały wesoło, albo siadały z pełnym garnuszkiem na ziemi i nawlekały czerwone poziomki niby korale na cieniutką słomkę.
2
— Jaka ta mała choinka prześliczna — mówiły często, ale drzewko tylko się o to gniewało.
3
— Długo też jeszcze będę taka mała? — myślało sobie.
4
Gdyby umiało westchnąć, pewno by wzdychało, ale na to było za wcześnie.
5
W następnym roku było znacznie większe. I znowu rok upłynął, i znowu przybyło mu gałęzi i wysokości. Aż poweselało.
6
— Ach, jakbym chciała już być taka duża jak inne drzewa! — mówiło do siebie. — Wtedy bym rozpostarła szeroko konary, a z wierzchołka mogłabym patrzeć w świat daleko! Ptaki słałyby gniazda na moich gałęziach, które kołysałabym poważnie, wspaniale, z każdym powiewem wiatru! Tak jak inne drzewa.
7
I znów zaczęło tęsknić i martwić się o to, że tak powoli rośnie. Nie cieszyło go ani słonko jasne, ani wesołe ptaki, ani purpurowe i złote chmurki wieczorem i rano po błękitnym niebie płynące.
8
Potem nadeszła zima i śnieg biały grubo pokrył dokoła ziemię, iskrząc się w słońcu jak drobne diamenty. Wówczas choinka zmniejszyła się bardzo, zaledwo wystawała z tej białej pierzynki i nieraz się zdarzyło, iż zając przeskoczył ją w biegu. O, wtedy była strasznie oburzona!
9
Dwie zimy upłynęły znów, ale na trzecią zimę była już taka wysoka, że zające musiały obiegać ją wkoło. To było dla niej wielką przyjemnością.
10
— Ach, rosnąć, rosnąć, rosnąć! — powtarzała. — Być wielką i wspaniałą, to jedyna rozkosz, której pragnę bezustannie.
11
W jesieni zwykle zjawiali się drwale z mocnymi siekierami i padały wtedy najpiękniejsze jodły i sosny. Powtarzała się ta historia każdego roku, a młode drzewka drżały, patrząc na to. Bo też widok był smutny. Najwspanialsze drzewa z trzaskiem, z łoskotem padały na ziemię, obcinano im piękne, zielone konary i stawały się dziwnie długie, wąskie, nagie; prawie nie można ich było już rozpoznać. Następnie ludzie kładli je na wozy i wywozili z lasu, nie wiadomo dokąd.
12
Co się potem z nimi działo?
13
Kiedy jaskółki wróciły na wiosnę i poważne bociany, drzewka dopytywały ich ciekawie:
14
— Czy nie wiecie, gdzie się znajdują nasze siostry? Dokąd je wywieziono? Czyście spotkały je w drodze?
15
Jaskółki nie wiedziały o niczym, lecz bocian jeden zastanowił się nad tym pytaniem, a pomyślawszy chwilkę, skinął głową:
16
— Tak, tak, widziałem. Widziałem na morzu wielkie okręty, kiedyśmy leciały z Egiptu. Na okrętach wznosiły się maszty olbrzymie: to one były! Poznałem nasze drzewa po zapachu. Trzeba im powinszować: po królewsku wyglądały!
17
— Ach, kiedyż ja wyrosnę tak wysoka, żebym mogła pływać po morzu! — zawołała z żalem sosenka. — Ale co naprawdę znaczy morze i jak ono wygląda?
18
— Za długo byłoby ci tłumaczyć takie rzeczy, moja droga — rzekł bocian i oddalił się poważnie.
19
Promienie słońca serdecznym uściskiem objęły młode drzewko.
20
— Nie marz o dalekiej wielkości — mówiły — ciesz się tym, co posiadasz. Dziękuj Bogu za młodość, za siły, za zdrowie, za życie, które w tobie krąży.
21
Wietrzyk całował ją i pieścił zielone jej igły; rosa płakała nad nią; ale drzewko nie rozumiało tego wcale.
22
Przyszła zima.
23
Około świąt Bożego Narodzenia znowu schodzili się do lasu ludzie i wycinali teraz małe drzewka, nieraz mniejsze i młodsze od naszej choinki. Patrzyła ona też na nie z zazdrością: jadą w świat, tak daleko! Nikt nie obcina im pięknych gałęzi, wywożą je wraz z nimi, takie śliczne, świeże!
24
— I dokąd je wywożą? I dlaczego? Są między nimi zupełnie maleńkie i dlaczego nie obcinają im gałęzi?
25
— My to wiemy! My to wiemy! — zaświergotały wróble. — Widziałyśmy je tam w mieście przez okna. Wiemy, dokąd one jadą. Świetny los je czeka, coś nadzwyczajnego! Tego nawet dobrze opisać nie można. Widziałyśmy je same przez okna: rosną tam na środku ciepłego pokoju, ozdobione świeczkami, błyskotkami, rumianymi jabłkami, piernikami. Ach, co za los wspaniały!
26
— A potem? — rzekło drzewko, drżąc z ciekawości i wzruszenia. — Cóż się potem z nimi dzieje?
27
— Więcej nic nie widziałyśmy. Ale to było prześlicznie, prześlicznie!
28
— Ach, jakżebym pragnęła doczekać się takiego szczęścia! — westchnęło z żalem drzewko wszystkimi igłami. — To piękniejsze jeszcze niż podr
Magda 2015-12-03 10:17:01
Hej. Ja tam pracowalem i slowa zlego powiedziec nie moge. NO moze przesadzam ale jak jest sporo pracy to wszyscy sa zabiegani i chca juz weeekendu...
sebastian 2015-12-03 10:23:11
generalnie praca spoko, teraz pracuje w brukseli, wiec potrafilem sie wybic...
tomasz 2015-12-03 10:28:04
czy ktos wie kto zrealizowal projekt na zlota 44 w warszawie. Szukalem w necie ale wyskakuja mi rozne biira rachitektoniczne stad sam sie zgubilem juz a am zamiar przegladnac wiecej ich prac
aska 2015-12-03 10:42:04
moje doswiadczenia z praca sa jak najbardziej pozytywne, pomijam aspekt duzej ilosci pracy, ale gdy pracowalam w innym biurze to wlasnie wogole pracy nie bylo wiec sie nudzilismy i czekalismy na nowe projekty...

osobiscie wybieram opcje ktorej mam szanse pracowac bo tylko w ten sposob moge sie czegos nauczyc. w przypadku wspomnianego biura sporo sie nauczylam.

aktulanie gdy pokazywalam po zmianiem miejsca zameszkania prac i pokazalam projekty nowemu pracodawcy to czulam ze zostane zatrudniona lecz szef sie wstrzymuje tylko dlatego aby mi woda sodowa nie uderzyla do glowy.

dostalam sie do tej pracy .

i osobiscie mysle ze to dzieki temu ze pracowalam z ludzmi od ktorych moglam sie wiele nauczyc.
iwon 2015-12-03 11:04:55
aska potwierdzam to co mowisz, lepiej wiecej pracy, lepiej wiecej potu, ale doswiadczenia zostaja na cale zycie mam tak samo jak Ty
Mati 2015-12-03 11:47:44
aska M? kupe lat..Pzdr. Mati
Asa 2015-12-03 12:25:58
tak ta Aska.. no a Ty wciaz projektujesz? a wlasciwie przejdzmy na facebooka, tak bedzie lepiej.
pzdr
Mati 2015-12-03 12:32:55
aska jak Cie znalezc nie wyszukuje Cie? sprawdz ustawienia prywatnosci lub mnie dodaj..
aska 2015-12-03 13:06:57
ok wyslalam..
zdzichu 2015-12-03 23:20:53
znacie stronke www.pornhub.com lub www.redtube.com?
franc 2015-12-03 23:23:44
to jakies porno stronki wtf?
krzychu 2015-12-03 23:25:17
mariola a Ty tu jestes?
krzychu 2015-12-03 23:27:56
mariola jestes?
zet 2015-12-03 23:30:12
a jak jest to co?
zet 2015-12-03 23:32:10
jest tu kto?
jacek 2016-05-12 09:13:15
URBI-PROJEKT to nowoczesna i nowatorska firma @polkjh, niestety nikogo nie poszukują
Zostaw swoją opinię o URBI-PROJEKT Ryszard Mendrok - Tychy
test
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie URBI-PROJEKT Ryszard Mendrok