brak logo

Cuisine de France

Dublin

Opinie o Cuisine de France

emigrant77 2014-11-23 11:59:07
To fabryka chleba ulokowana na peryferiach Dublina. Uchodzi wśród tutejszej Polonii za obóz pracy. Zatrudnia w większości emigrantów z Europy Wschodniej. Obecnie firma coraz częściej werbuje siłę robotniczą z Rumunii. Polecam dla różnego rodzaju desperatów, ludzi bez języka, a zwłaszcza dla tych, którzy jeszcze nie wypracowali odpowiedniej ilości godzin, ażeby mieć prawo do świadczeń miejscowej opieki społecznej.
Polecam również studentom (jak w moim przypadku), którzy przyjechali w okresie wakacji, ażeby dorobić przez agencję trochę grosza na opłatę czesnego, balangi etc ;) Właściwie pracownicy agencyjni i kontraktowi mają tę samą stawkę godzinną, tylko agencyjni nie mają zagwarantowanych stałych godzin pracy, i muszą czekać na SMS-a z agencji. Pracownicy agencyjni są "na telefon", no chyba że masz znajomości z operatorem kontraktowym czy brygadzistą, to mogą ci załatwić kontrakt. Nie da się ukryć, że częściej się udaje dziewczynom (chociaż różne to bywa). Był taki jeden menagier, który niejednemu pomógł, a na końcu sam z hukiem wyleciał (wszedł w paradę komuś kto był nad nim). Równość szans, równość płci, preferencji seksualnych, przynależności etnicznej, kulturalnej i religijnej to pic na wodę, fotomontaż. Rasizm i nietolerancja wyczuwane są w powietrzu. Szkoda, bo Irlandia, a zwłaszcza jej stolica zawsze będzie mi się kojarzyć z wielokulturowością i tolerancją.
Jeśli masz jakiś problem do załatwienia to najprawdopodobniej usłyszysz znany tutejszy slogan "drzwi są otwarte" (czyli jak się nie podoba to w*********ć)
Firma otwarcie od wielu, wielu lat sprzeciwia się związkom zawodowym i nie rozponaje ich na terenie zakładu, a osoby zaangażowane w działalność związków zawodowych są szykanowane.
W firmie dochodzi do bardzo wielu wypadków, bo bardziej liczy się "target" i zysk, aniżeli bezpieczeństwo pracowników. Jeśli pracownik wytknie coś co nie jest zgodne z normami bezpieczeństwa, to może liczyć na to, że przy najbliższej sposobności będzie w odwecie złapany na robieniu czegoś niezgodnego z przepisami i odpowiednio ukarany. Lepiej się więc wiele nie odzywać i po prostu mieć oczy i uszy szeroko otwarte i nie dać się okaleczyć ani zabić. Jeśli ulegniesz wypadkowi, to stajesz się wrogiem numer jeden, kimś niewygodnym, czymś co trzeba zatuszować. Wtedy firma się odwraca, wypiera i pojawiają się insynuacje, że pewnie robol sam łapę wsadził tam gdzie nie trzeba, żeby wyłudzić od firmy odszkodowanie. Totalna znieczulica!
Kilkukrotnie nie zadzwoniono po ambulans w naprawdę cieżkich wypadkach, z obawy przed utratą zniżki na ubezpieczenie zbiorowe pracowników. Procedury są takie, że najpiejw Menager dzwoni do swojego przełożonego, i dopiero ten decyduje jakie środki podjąć.
Dobra znajomość języka angielskiego jest bardzo niemile widziana, bo po cóż to wdawać się w dyskusje z motłochem. Najlepiej jak pracownik używa angielskiego na poziomie :OK, YES, I CAN, I GO, NO PROBLEM.
Zarząd produkcji składa się z niewykształconych szeryfów nie mających pojęcia o zarządzaniu firmą (większość z nich nie ma nawet średniego wykształcenia! tak, nie chce się wierzyć, ale to prawda). Banda gburów bardziej nadająca się do roli Kapo w obozie koncentracyjnym, aniżeli do zarządzania firmą. Trudno to w ogóle nazwać zarządzaniem. Brygadziści zarabiają mniej więcej tyle co pracownicy na kasie w supermarkecie, chociaż to oni wykonują najcięższą i najżmudniejszą pracę, a menadżerka zarabia mniej więcej tyle co robotnicy niewykwalifikowani na budowie, co w zasadzie odpowiada ich kwalifikacjom i uzdolnieniom.
Wydaje mi się, że to właśnie zarząd odpowiada za brak wydajności w firmie, chociaż najbardziej dostaje się operatorom i brygadzistom (supervisorom). Stan techniczny maszyn jest opłakany. Wiele maszyn jest uszkodzonych. Mechanicy są ganiani jak psy od interwencji do interwencji i zarobieni po łokcie. Robią co mogą ale niewiele mogą, bo firma skąpi na części zamienne i wiele rzeczy trzyma się zamocowanych na taśmie klejącej.
Od pięciu lat nie było żadnej podwyżki.
W firmie jest bardzo głośno i trzeba na okrągło chodzić w ochraniaczach słuchu. Na produkcji i ważeniu produktów kurzy się nieziemsko, a firma skąpi na zainstalowaniu odpowiedniego systemu pochłaniającego kurz. Miejsca gdzie waży się składniki nazywane są w żargonie pracowniczym "DUST CHAMBERS" czyli "komory pyłowe"
Na pakowni jest w miarę cicho i nie kurzy się, chociaż jest zimno i bardzo często trzeba układać palety z produktem ręcznie bo maszyny często się psują. Pilnuj i oszczędzaj robocze rękawice jak oka w głowie bo jak zgubisz albo przetrzesz, to trudno się doprosić nowych.
Praca w tej fabryce ma kilka zalet. Jest to praca na legalu.
Zmiany 12-godzinne. Prace nie wymagają kwalifikacji i wysiłku intelektualnego, chociaż trzeba się ochodzić i odźwigać, co jeśli nie zaszkodzi, to i na zdrowie może wyjść. Płatne przerwy. Pracownicy pr
2
Zostaw swoją opinię o Cuisine de France - Dublin
test
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Cuisine de France